Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rube. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 lutego 2018

Zapijanie rutyny i... miłości?-Robert

Wpatrywałem się w mój portret, jakby to była najcudowniejsza rzecz na świecie. I to nie był mój wewnętrzny narcyzm, jak co po niektórzy mogli by stwierdzić. Nie, to było dzieło tych słodkich, delikatnych rączek. Po zajęciach wróciłem do domy, żeby się przebrać. Nie miałem siły iść dziś na kontrole, do jednego ze sklepów mojej firmy. Rzuciłem się na łózko i wyjąłem rysunek z mojej torby. Samo wyobrażenie tych raczek, rysujących coś, mnie niemal podniecało, a na pewno wywoływało przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Bał się mnie... Nie chciał żebym go dotykał... a mimo to mnie rysował... Wygrzebałem z szafki nocnej kopertę ze zdjęciami. Było ich kilka. Jakieś pejzaże, wyjątkowe stroje, moja pierwsza kolekcja, którą stworzyłem... I moje pierwsze zdjęcie z camery obscury...
Aparat, zrobiony z puszek po coli, postawiłem na ławce i zostawiłem na przerwie, żeby papier się w nim naświetlił. Gdy wróciłem, zabezpieczyłem aparat, a po lekcjach wywołałem zdjęcie... To było arcydzieło. Alex siedział na ławce i rysował. Przez całą przerwę nawet nie drgnął, widać tylko jak pracowała jego ręka, bo była nie ostra. Delikatne mazy, które zrobili przerzedzaczy ludzie, i on... Piękny jak anioł, skazany na tułaczkę po ziemi. Musnąłem jego policzek ustami, jak zawsze. Fakt że odkąd trafił do mnie na noc, robiłem to częściej, ale na szczęście, to była tylko jedna z odbitek. Oryginał miałem schowany w pracowni. Trudno było się powstrzymać od masturbacji do tego zdjęcia, ale nie mogłem mu tego zrobić. Takiemu delikatnemu i kruchemu. Mimo że chłopak pewnie nawet nie wiedział o istnieniu zdjęcia, miałem wrażenie że byłby to gwałt. Miałem obiekcje co do całowania go, a co dopiero jeśli chodziło o coś innego. Schowałem zdjęcia i wsadziłem do nich rysunek. Kopertę z powrotem do szafki i wstałem, zaczynając rutynę. Wskoczyłem w garniak i prościutko do sklepu. Tam, rutyna. Setki piszczących panienek, błagających o zainteresowanie, kilka na rozmowę kwalifikacyjna...
Czasem mam ochotę tworzyć obozy wojskowe dla modelek. Połowa z tych laluń ma oczy zielone od wyobrażenia pieniędzy, które mogły by dostać. O tak, przeciorał bym je cały dzień w błocie i po torach przeszkód, a na wieczór, gdy będą padały na twarz, na wybieg je... I tak cały czas... Po tygodniu miałbym co najmniej 50% mniej kandydatek, a te najlepsze znalazł bym po miesiącu. Takie kobiety są godne nazywania się modelkami. Mam ich kilka w mojej firmie. Nie proponowały seksu, broń Boże, nie musiały. Wiedziały czego chcą. Nie ważne z jakim doświadczeniem. Mam kilka takich, które zawracały mi głowę wielokrotnie, aż sam je uczyłem jak mają chodzić po wybiegu. Mimo wszystko, najbardziej cenie właśnie te modelki. A nie, przyszła na rozmowę w miniówce i z dekoltem i myśli że dostanie robotę od tak. Dopóki się do mnie nie dobierały, był luz, ale jeśli nie, to nawet nie miałem o czym z nią gadać.
Po spędzeniu kilku okropnych godzin z nimi, po prostu wyszedłem, ku niezadowoleniu wszystkich pań. Przed wejściem do sklepu czekała na mnie Rube... I Alex? Zdziwiło mnie to. Podszedłem do nich ostrożnie. Przywitałem się i słuchałem uważnie Alexa. Było mi smutno, ale... To jego wybór. Uśmiechnąłem się ciepło i skinąłem głową. Nie zamierzałem go dotykać, ani się do niego zbliżać. Wystarczyło mi ze był... I tak po chwili, jego obraz rozpłynął się w powietrzu.
-Idziemy?-zapytała Rube. Skinąłem głową i poszliśmy. Wsiadłem z nią do auta i bezsilne rozłożyłem się w fotelu. Miałem dość.- To co robimy?-zapytała Rube. Spojrzałem na nią zmęczony.
-Mieliśmy iść do clubu... daj mi chwilę. Pojedziemy do mnie, przebiorę się i możemy iść.-powiedziałem słabo. Miałem ciężki dzień, a jeszcze do kompletu Alex przed sklepem... Miałem dość. Przetarłem twarz.
- To jedziemy? Stęskniłam się za twoją wanną z masażem-powiedziała, rozciągając się i zapięła pasy. Westchnąłem i odpaliłem auto.
-A masz się w co przebrać?-zapytałem, szczerze zaciekawiony. Ona się zaśmiała.
-Oczywiście. Przecież byłam na zakupach.-powiedziała, jakby to było najoczywistsze na świecie. Pojechaliśmy do mnie, wziąłem prysznic, przebrałem się... Czekałem na Rube. To naprawdę niesamowite, ile ona jest w stanie spędzić czasu w wannie. Nie pośpieszałem jej, nie było sensu. Gdy się w końcu wygrzebała, pojechaliśmy do clubu. Zamówiłem drinka, odbyłem kłótnie z barmanem, że sobie zamawiam alkohol, a co z moja partnerka, po czym wypiła mi pół drinka i poszła na parkiet. Wziąłem jeszcze jednego i poszedłem do stolika... Czas mijał monotonnie, zalewany spora dawką alkoholu. Na tyle, że kiedy wróciła do mnie, od razu odsunęła ode mnie drinka.
-Tobie chyba wystarczy. Mieliśmy się bawić, a nie miałeś zezgonować pod stołem-powiedziała. Kiwnąłem głową.
-Dziś to mogę się upić do nieprzytomności. Dziś mi nie zależy.-stwierdziłem obojętnie. Rube położyła rękę na mojej i patrzyła na mnie wyczekująco.
-Nie wiem co mam robić... Cala ta sytuacja mnie przerasta. Ja... Naprawdę nie chce dla niego źle, a wychodzi, jakbym to ja byl winny
-O, kurwa
-Właśnie
-Ja nie o tym!-krzyknęła. Zdziwiło mnie to trochę, ale spojrzałem w te samą stronę co ona. Na parkiecie, w śród jakichś kilku gości bawiła się śliczna dziewczyna.
-Nie zła dupa. Twoja znajoma?-zapytałem, sięgając po drinka.
-To Alex, idioto!-nakrzyczała na mnie, a ja cofnąłem się od drinka. Analizowałem dłuższą chwile jej słowa.  Fakt, dziewczyna na parkiecie była podobna do Alexa, ale...
-Jesteś pewna? Ja wiem że Alex mógłby wyglądać bajecznie w takich ciuchach, ale...
-To jest Alex, zaufaj mi-przerwała, a ja skinąłem głową.
-Ale... W sukience? I na obcasach?-drążyłem. Ona westchnęła tragicznie.
-Posłuchaj mnie. Wiem że twój pijany móżdżek nic nie czai, ale skup się. Ok? Tak, to jest Alex. W sukience, którą dziś ze mną kupił. I tak, chodzi w sukienkach. Odkąd pamiętam nie lubił swojego ciała, ani tego że jest facetem. Chcesz drążyć?-zaprzeczyłem. Bylem pijany, wiedziałem to, więc nie kłóciłem się z Rube. Obserwowałem go uważnie. Wyglądał zjawiskowo i poruszał się tak... kusząco. Obraz sam pojawił się przed moimi oczami... Alex wijący się w moich ramionach podczas seksu... To był tylko urywek... Niezbyt chciana myśl... Ale wystarczyła by wyprowadzić mnie z równowagi. W połączeniu z tym, że Alex właśnie klękał na środku clubu, przed napalonym i chętnym, pijanym gościem, to była już przesada. Wstałem.
-Idziemy-powiedziałem.
-Zwariowałeś?! A co z Alexem?
-Idę po niego. Mimo wszystko, nie pozwolę go tknąć nikomu... Ani jemu zrobić nic głupiego-powiedziałem i poszedłem do nich. Złapałem Alexa za rękę, żeby pomoc mu wstać i odsunąć go od mężczyzny, a Rube odsunęła mężczyznę.-Alex, choć ze mną. Pora wracać-mówiłem spokojne. Jego wzrok był rozbiegany... Naćpany. Nagle jego pieść pofrunęła prosto w moje oko, a w clubie nastała cisza. Skuliłem się. Alex stał wściekły i krzyczał... Wyzywał mnie, ale kiedy się wyprostowałem, przestraszył się nieco. Podszedłem do niego i zdołałem już zatrzymać kolejny cios. W następnej sekundzie, pociągnąłem go do siebie i przytuliłem od tyłu, łapiąc jego obie ręce. Chłopak chwile się szarpał, po czym się rozluźnił.-Choć skarbie do domu, to nie jest miejsce dla takiego aniołka jak ty-wyszeptałem mu czule do ucha i skierowaliśmy się do wyjścia. Obejmowałem go w pół, a on szedł grzecznie. Zarzuciłem mu na ramiona moja kurtkę i poszliśmy do auta.
-Chyba nie masz zamiaru prowadzić, jesteś pijany-oburzyła się Rube.
-Ale ty jesteś trzeźwa-powiedziałem, dając jej kluczyki. Widziałem płomienie w jej oczach, zawsze chciała pojechać moim autem. Wsiedliśmy do auta. -Gdzie jedziemy?
-Jak znów się obudzi u mnie, umrze ze strachu-stwierdziłem.-Jedzmy do ciebie-kiwnęła głową i odpaliła samochód, a Alex jęknął ze strachu. Wziąłem go na kolana i przytuliłem, zapinając nas pasami w jakiś... dziwny sposób. Szeptałem mu do ucha, żeby się nie bał, że jestem obok i że nie dam mu nic zrobić. O dziwo pomagało, bo już za chwile sam zaczął się do mnie tulić.
-Robert... -mruczał moje imię. To było piękne. Gdy doszły do tego wyznania miłości, czołem jak moje spodnie robią się ciasne. Gładziłem go po policzku kciukiem. Taki piękny... Gdy zaczął mnie całować, nie protestowałem. Odwzajemniałem je, dotykając jego tali, a potem jego gładziutkich nóżek. Nie wsunąłem rąk pod jego spódnicę, aż tak pijany nie byłem. On za to łasił się i mruczał moje imię. Zanim dojechaliśmy do domu Rube, Alex zdążył już zasnąć, wtulony we mnie. Zaniosłem go do sypialni, ściągnąłem mu buty i otuliłem w kołdrę.
-Dobranoc, mój piękny-wyszeptałem, głaszcząc jego policzek.
-Moja piękna-poprawiła mnie Rube. Spojrzałem na nią pytająco, ale zaraz do mnie dotarło. Pocałowałem go po raz ostatni.
-Śpij dobrze, moja piękna księżniczko.-wyszeptałem i poszedłem spać.

niedziela, 25 lutego 2018

When your dreams all fail...

Płakałam długo. Tym rozpaczliwiej im łagodniej Rube mnie pocieszała..... Może... nie miałam wcale powodu do płaczu. Nie byłam tego pewna, ale nie miałam siły się nad tym zastanawiać. Od dawna nie pozwalałam, by ktokolwiek mnie widział w takim stanie, a teraz... móc wyrzucić z siebie całą rozpacz, przerażenie i samotność... Mieć kogoś, kogo naprawdę to obchodzi, co się ze mną stanie.... Nie pamiętałam już czemu tak długo unikałam Rube. Teraz, w jej ramionach, czułam się bezpiecznie. Wraz z łzami uchodziły ze mnie emocje, odprężałam się powoli, aż poczułam się zupełnie spokojna. Spojrzałam, spokojniejąc, na dziewczynę, nie bardzo wiedząc, co powinnam powiedzieć.
-Nie... musisz go zabijać - powiedziałam, ze słabym uśmiechem, czując, że mimo wszystko ta rozmowa mnie przerasta... Robert... był jakiś inny. Nie miałam pojęcia, co z nim jest nie tak. Nie miałam pojęcia, dlaczego czuję się tak słabo, kiedy jest w pobliżu, czemu przechodzą mnie dreszcze na samą myśl o nim... nie. Mówienie o uczuciach, to było ostatnie na co miałam ochotę, więc milczałam. Nie miałam siły nawet o tym myśleć, więc wyparłam obraz tych wielkich, niebieskich oczu z głowy. Najwyraźniej czułam COŚ do Roberta. Coś dość wyraźnego, by nie dać się stłumić przez środki uspokajające... i przerażająco prawdziwego. Nieuchronnego. Nieuchronność nie mogła być dobra. Nie przy obcym, potężnym i bogatym mężczyźnie. Nie przy kimś, kto poznał mnie w mojej najżałośniejszej wersji. Bałam się go. Chciałam się od tego odciąć, uciec... Nie było ucieczki. Kiedy Rube próbowała mnie wypytywać, znowu zaczęłam cicho płakać... zapewniała mnie, że nie mógł mnie zgwałcić... powoli zaczynałam w to wierzyć, ale i tak czułam się zbrukana. Spaliśmy razem. NAGO. To wystarczało, żeby uznać go za wroga. Zboczeńca.
Nie uspokoiłam się, póki rudzielec nie postanowiła wyciągnąć mnie na shopping. To był jedyny powód, dla którego zawsze umiałam otrzeć łzy... do Galerii jechało się tylko dwa przystanki metrem, nie rozmawiałyśmy dużo... a raczej ja niewiele mówiłam. Nie słuchałam też zbytnio paplaniny mojej psiapsi, ale sam fakt że do mnie mówiła i była.... to pomagało przetrwać. Przy niej mogłam być sobą, a jak razem przerzucałyśmy góry sukienek, nikt nie patrzył na mnie z tym okropnym wyrazem twarzy, przez który zawsze robiło mi się niedobrze. Nie bałam się obcych spojrzeń. To było wspaniałe, nie musieć pamiętać o całym świecie rozpaczy, tylko dotykać kolejnych, pięknych, kolorowych materiałów i za jedyny problem mieć, by znaleźć coś w czym nie będę nienawidzić mojego ciała. Przymierzałyśmy na zmianę, kolejne piękne rzeczy, suknie, sukienki, rurki, zwiewne bluzeczki... Przez cały ten czas znalazłam sobie jedną sukienkę, która dobrze na mnie leżała... na tyle dobrze, że mogłabym w niej śmiało wyjść do klubu, w szpilkach i pełnym makijażu... i czuć się dobrze. Sexownie. Kupiłam ją. I parę obcisłych jeansów. I bluzę z takiego milutkiego materiału, z misimi uszkami na kapturze, dostatecznie zasłaniającym twarz i luźną, tak że potrafiłabym się w niej czuć bezpiecznie.
Przechodziłyśmy od sklepu, do sklepu. Nie musiałyśmy dużo mówić, ale i tak coraz bardziej się otwierałam, aż w końcu docierały do mnie jakieś najnowsze ploteczki z paplaniny Rube... coś o Spidermanie, biegającym po ulicach i bijącym ludzi. I o paru interesujących nowych w naszej szkole. Było dobrze... cudownie. A potem weszłyśmy do kolejnego sklepu, nieco spoza mojej ligi. Rube pewnie nawet nie zauważyła, ale ona ma kasy jak lodu... Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w kilku sukienkach z wystawy, ale szybko spochmurniałam. Wróciłam na ziemię, do mojego szarego, okrutnego świata. Wtedy Rube zaczęła mówić o modelkach i chyba nie wyczuła że to najszybszy sposób, żeby doprowadzić mnie do łez. Modeling to było dla mnie jedno z największych marzeń, ale spójrzmy prawdzie w oczy, nie nadaję się. Nigdy nie będę występować w magazynach modowych dla kobiet, ani nawet dla mężczyzn. To bolało w sercu.... i owszem. Zazdrościłam tym dziewczynom nie tylko tego, że dostawały te zajebiste ciuchy na własności naprawdę mogły tak chodzić po ulicach. Zazdrościłam im wszystkiego, od urody, wykonywania mojej pracy marzeń, do tego że urodziły się we własnej skórze. Kiedy Rube wspomniała po raz kolejny imię Roberta, zadrżałam. JEGO sieć? Cała sieć sklepów... TYCH sklepów?!?
-Wyjdźmy stąd - poprosiłam cicho, obejmując się ramionami, znowu roztrzęsiona. Kiedy dziewczyna zaczęła mnie przekonywać.... żebym się u niego zatrudniła... Zagryzłam wargi. - Rube... możemy o nim nie rozmawiać? - zapytałam zmęczona. - On mnie przeraża. Potrzebuję trochę czasu... przestrzeni. - wyznałam i zamilkłam na dobre. Pozwoliłam się zaprowadzić do lodziarni, ale kiedy dziewczyna poszła do łazienki, miałam wielką ochotę stamtąd uciec. Większym problemem było, że nie bardzo miałam dokąd. Nie pracowałam tego dnia, a samotności się bałam, równie mocno co rozmowy. Kiedy Rube wróciła, wciąż siedziałam w głębokim fotelu. - Nie poszłam sobie - powiedziałam cicho z delikatnym uśmiechem - To chyba znaczy, że powinnam z tobą pogadać... - zamilkłam na dłuższą chwilę, zanim kontynuowałam, zbierając się na odwagę.... - Wiesz, że od miesiąca jestem już dorosła? - zapytałam smutno, ale szybko, żeby nie stchórzyć w następnej chwili skupiłam się na moim jedynym sukcesie ostatnich tygodni. - Zmieniłam imię. Już nigdzie w papierach nie mam "Alexandra",  tylko "Alex".... Żeby zmienić na "Alexandrę" musiałabym przynajmniej zacząć zmianę płci... Ale do tego potrzebuję badań psychicznych... wiesz? Zawsze myślałam, że moje problemy rozwiąże operacja, a teraz wciąż nie mogę podjąć tej głupiej terapii hormonalnej, bo każdy psychiatra stwierdzi że jestem niepoczytalna... - zadrżałam. - Nie mogę iść do lekarza... Nie wiem co robić... Nie pocieszaj mnie! - krzyknęłam nagle, zanim ona zdążyła się odezwać, po czym skuliłam się w sobie - Przepraszam, Rube... - szepnęłam - Naprawdę się cieszę, że tu jesteś. Potrzebowałam cię, bardzo... Ale teraz mam już dosyć rozmów. - wyjęłam z torby paczkę leków, zażyłam... siedziałyśmy chwilę w milczeniu. Żeby odwrócić moją uwagę, Rube zaczęła opowiadać o jakimś nowym zespole, którego słucha, z sexownym wokalistą. Trzydziestu Marsjan, czy jakoś tak podobnie... Uspokoiłam się, zanim się zebrałyśmy do wyjścia. Kiedy zeszłyśmy na dół, zobaczyłyśmy że przed "sklepem Roberta" zbiera się niezły tłum, a potem Rube dostrzegła jego samego gdzieś tam w środku.
-Obiecałam mu, że pójdziemy razem do klubu... Jak uda mi się go teraz złapać, nie będę musiała iść pieszo - powiedziała szybko, patrząc uważnie na moją reakcję. Potaknęłam, informując ją spojrzeniem, że nie mam nic przeciwko i sobie poradzę. - Zgaduję że nie masz ochoty iść z nami? - zapytała, a ja szybko zaprzeczyłam
-Raczej nie w tym życiu. - westchnęłam, a potem spojrzałam w kierunku mężczyzny - Chyba... jestem mu winna rozmowę. - powiedziałam zrezygnowana. - Będziesz przy tym, dobrze? - poprosiłam. Nie czułam się na siłach by być z nim gdziekolwiek sam, na sam.
Po dłuższej chwili oczekiwania mężczyzna wyszedł ze sklepu i dostrzegł nas. Podszedł bliżej z niejakim zaskoczeniem. Wyszłam dwa kroki w jego stronę, a on wyczuł, że nie powinien się zbytnio zbliżać.
-Dzień dobry, panie Parker. - przywitałam się oficjalnie. - Chciałam prosić o wybaczenie mojego poprzedniego zachowania. - mówiłam sztywno, ale bez wrogości. - Doceniam pańską hojną ofertę i z żalem muszę poinformować, że w zaistniałych okolicznościach nie widzę możliwości na przyjęcie jej. Mam nadzieję, że nie czuje się pan urażony - zakończyłam i cofnęłam się z przepraszającym uśmiechem.... ale jego twarz... wyraz jego oczu, kiedy ten jeden raz na niego spojrzałam.... zawahałam się i mimo przerażenia zaciskającego się na gardle dodałam bardzo cicho - Nie nienawidzę cię, Robercie.... Proszę, nie zbliżaj się do mnie... przez jakiś czas.... pa. - odwróciłam się na pięcie i uciekłam, niemal biegiem...
****
Kiedy wróciłam do domu, jedyne o czym chciałam myśleć, było ukrycie się w łóżku.... Coś jednak było nie tak, na tyle że zamiast przemknąć szybko korytarzem, uważając by nikogo nie spotkać zatrzymałam się, nie wiedząc co się dzieje. Walizki? Porozkładane meble... Nagły strach mnie sparaliżował, a potem wepchnął do saloniku, gdzie nie byłam od ponad dwóch lat... Na kominku wciąż stały te same zdjęcia... Ale nic poza tym nie znajdowało się na właściwym miejscu. Naczynia porozstawiane w stosy i pochowane w skrzyniach. Stół z powykręcanymi nogami, oparty o ścianę. Kanapa rozłożona na części stała w przedpokoju. Zamknęłam oczy, czując że z każdą chwilą zapadam się głębiej w moim koszmarze. Przeprowadzka. To... Było ostateczne. Od dawna nie rozmawiałam z rodzicami, nie widziałam się z nimi, nie przebywaliśmy w jednym pomieszczeniu dłużej niż pół minuty.... Na początku całkiem nieźle wychodziło mi nienawidzenie ich za to, ale ostatnio chciało mi się tylko płakać. Tęskniłam za nimi... Mimo wszystko, tata codziennie, bez słowa, zostawiał mi śniadanie w kuchni... Bywały miesiące kiedy to było jedyne co jadłam. Zanim się zatrudniłam w drogerii bywały tygodnie kiedy podsłuchiwanie ich rozmów zza ściany były moja jedyną formą kontaktu ze światem.
Podeszłam niepewnie do kominka i zdjęłam ramkę ze zdjęciem, przedstawiającym mnie w objęciach rodziców... Miałam sześć lat i tuliłam dużego szarego misia z różową kokardką na uchu.... Zawsze czułam się dziewczynką, odkąd tylko zaczęłam zauważać różnice... Ale nigdy nie czułam się źle z tego powodu. Nie miałam ochoty nikomu się z tego zwierzać, ale nie wstydziłam się. Aż oni się nie dowiedzieli. Nie rozmawialiśmy długo, potem się kłóciliśmy... Padło parę słów, których nie mogliśmy sobie wybaczyć... Ojciec trzymał stronę matki, chociaż próbował załagodzić sytuację...
"Odpuść synku, nie musimy się kłócić. To chwilowe... Przejdzie ci. Przeczekamy to razem, Alex, tylko odpuść..." Zamknęłam oczy. Wtedy byłam wściekła. Potem, było coraz gorzej, coraz trudniej się trzymać nad oceanem rozpaczy, aż stoczyłam się do dna na którym byłam. Patrzyłam na zdjęcie i łzy płynęły mi po policzkach. To już koniec. Wyprowadzą się, a ja zostanę sama.... pewnie już nigdy ich nie zobaczę... Zastanawiałam się... czy gdybym się poddała... zrezygnowała z tego kim jestem... czy byłoby lepiej? Czułabym się lepiej.... Czy... miałabym jeszcze rodzinę? Zadrżałam. Nie. Pierwszym co matka chciała zrobić, było zabranie mnie do psychiatry.... albo egzorcysty. Nie umiałabym jej tego wybaczyć wtedy.
-Bardzo lubiłaś tego misia. - poczułam ostrożny dotyk na ramieniu. Odwróciłam i tata uśmiechnął się smutno. - Do twarzy ci w długich włosach, Alex. - powiedział cicho. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Rozpłakałam się i wtuliłam się w niego.
-Tato... - wyłkałam cicho. Objął mnie ostrożnie i trwaliśmy przy sobie chwilę... część mnie wiedziała że to pożegnanie. Ale moje ciało tego nie akceptowało. Liczyło się to, że jest tu ze mną i nie brzydzi się do mnie mówić...
-Nie jest za późno, byś znów był naszym synkiem, Alex... - poprosił cicho. Odsunęłam się, pochmurniejąc.
-Minęły trzy lata, tato - powiedziałam dobitnie - Ja nie mam już z wami nic wspólnego. Nie ufam wam. Za mocno to bolało... Kocham was, ale nigdy już nie będziemy rodziną. - powiedziałam cicho. Potaknął, jakby już to wiedział.
-Nie mam pojęcia, jak do tego doszło - wyszeptał. - Przepraszam, maleńka... Kocham cię. Zawsze będę.
-Wiem... dokąd jedziecie? - zapytałam, po chwili
-Twoja matka dostała ofertę pracy w najlepszym szpitalu na Florydzie. - uśmiechnął się ponuro. Dopiero po chwili zauważyłem, że kręci się niespokojnie, jakby miał mi coś powiedzieć... nieprzyjemnego.
-O co chodzi, tato? - zapytałam, zaniepokojona.
-Kupiliśmy willę z basenem... twoja matka zakochała się w tym domu... My... musieliśmy sprzedać to mieszkanie. - zamarłam, ale... spodziewałam się tego... bo niby czemu, po trzech latach milczenia, mieliby mi zostawiać mieszkanie... może jeszcze z opłaconymi rachunkami?
-Ile.... ile mam czasu, żeby zebrać pieniądze? - zapytałam cicho, słabnąc. Suma o której musiała być mowa... nie miałam pojęcia skąd mogłabym ją wziąć. Ale tata pokręcił ponuro głową.
-Nie zrozumiałaś, Alex... Mieszkanie zostało sprzedane. Jutro rano mamy zdać klucze. Za pół godziny ekipa od mebli tu wróci.... musisz się spakować.... Ja... każę zapakować ci rzeczy... wynajmę magazyn, na tak długo, jak będzie trzeba. Zatrzymasz swoje meble... Przelałem ci trochę pieniędzy na konto.... Twoja matka nie życzy sobie żebym ci pomagał, ale... wciąż masz mój numer, prawda? - zamknęłam oczy i potaknęłam. Miał wyrzuty, że wybrał mamę, zamiast mnie, ale to ją kochał najbardziej na świecie... Było mi trochę lżej na sercu, na myśl, że gdybym pokazała mu moje pocięte nogi.... leki.... narkotyki... gdyby wiedział, jak źle ze mną jest... próbowałby mnie ratować. Ale nie było czego ratować. Nie żyję. Nie mam żadnego powodu, by dalej żyć. Jego troska, tego nie zmieni.
-Czemu... nie powiedzieliście mi wcześniej? - zapytałam cicho. "nie daliście mi szansy" patrzyłam na niego z wyrzutem...
-Nie wiedziałem - powiedział zakłopotany. - Nie przypuszczałem że to się stanie tak szybko... twoja matka... - pokręcił głową - Dowiedziałem się trzy dni temu, Alex. Przepraszam.
-Nie gniewam się na ciebie, tato... - powiedziałam cicho. Tak bardzo nie chciałam rozstawać się w gniewie... jemu też chyba ulżyło. - Mogę zatrzymać zdjęcie? - poprosiłam. Potaknął. Podziękowałam. - Powinnam już iść, spakować rzeczy...
-Jesteś dorosłą kobietą, Alex. Silną i piekną... jak twoja matka. Dasz sobie radę. - łzy zebrały mi się w oczach, ale pokręciłam głową.
-Dziękuję... że to powiedziałeś. Kocham cię, tato. Żegnaj. - pocałowałam go lekko w policzek, odwróciłam się na pięcie i uciekłam do mojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz, po czym zaczęłam pakować najważniejsze dla mnie rzeczy.... Ufałam że całą resztą on się zaopiekuje.... Nie byłam pewna nawet, kiedy zamiast leków, sięgnęłam po szluga i zapaliłam. Ani kiedy pakowanie zmieniło się w malowanie i mierzenie sukienek. Wszystkie problemy zdawały się zniknąć.... a ja nagle pamiętałam tylko, że Rube chciała, żebym poszła z nią do klubu.... z nią i najsexowniejszym chłopakiem w szkole... och, Robert... Najprawdopodobniej zamówiłam taksówkę, ale niczego nie mogłam być pewna.
****
Muzyka, muzyka, muzyka...
Tańczyłam, tańczyłam, tańczyłam.....
ciepłe ręce.... czułe usta.... ktoś trzyma mnie w ramionach....
Śmiech, śmiech, śmiech....
Wiruję, wiruję, wiruję....
Całuję, całuję, całuję...
Nie zachowałam wspomnień z tamtej nocy. Tylko migawki. Namiętność, silne ramiona, oczy Roberta i gniew.... Okrutny gniew, nagle płonący na cały świat... Nie chcę, nie chcę się opamiętać!
****
Obudziłam się, w nie całkiem nieznajomym łóżku, w nie tak bardzo obcym pokoju. U Rube... było... bezpiecznie. Bardzo źle się czułam, więc tylko z powrotem zakopałam się pod kołdrę.

piątek, 23 lutego 2018

Szkolne problemy-Rube

 Błagałam właśnie kolegę z klasy, żeby dał mi korki z matmy, gdy szybko podszedł do mnie Robert i wziął mnie na bok. Poprosił żebym poszła z nim wieczorem do clubu. Sam ten fakt mnie rozwalił, a do tego jeszcze jego mina... zgodziłam się, bo co innego miała bym zrobić? Nie pytałam, stwierdziłam że spytam w clubie. Nagle minęła mi postać biegnącego Alexa... Źle, źle, źle, bardzo nie dobrze. Puściłam się za nim pędem, wołając go i mając nadzieję, że nie wpadnie pod jakieś auto. W końcu skulił się na jakiejś ławce w parku, pod jakimś drzewem. Dopadłam go i przytuliłam.
-Ciii... Już, już spokojnie. Wszystko jest dobrze-uspakajałam go spokojnie. Pozwoliłam mu się wypłakać. Odsunęłam się dopiero, gdy się uspokoił, i to i tak tylko na tyle, żeby zobaczyć tylko jego twarz.-No już, już skarbie. Co się stało?-zapytałam go, przecierając mu policzki ręką.-Kto ci co zrobił? Powiedz, a zabije go. I chyba nie tylko...-urwałam przerażona. Przecież Robert miał z nim rozmawiać... Ale... Przytuliłam go mocniej.-Płaczesz przez Roberta, prawda?-zapytałam cichutko i spokojnie. On tylko kiwnął głową.-Zrobił ci coś w sali?-zapytałam, chodź słowa zatrzymywały się w moim gardle. On pokiwał przecząco, a zaraz znów się rozpłakał. Tuliłam go czułe i delikatnie głaskałam.-Wiem że się boisz... Też pewnie bym się bała Na twoim miejscu... Ale znam Roberta... Nic ci nie zrobił, skoro tak mówi, zaręczam. W wbrew pozorom, to dobry chłopak. Z resztą, nie ważne... Choć. Pójdziemy do galerii. I ogarnij się, dziewczyno-zaśmiałam się i wyciągnęłam go do galerii. Nie pozwoliłam mu myśleć o głupotach, obrzucając go toną ciuchów do przymierzenia, albo pokazując mu tę na mnie. Na koniec, sam zaciągał mnie do sklepów. Gdy nagle znaleźliśmy się w jednym ze sklepów, które należały do Roberta, zadrżałam. Nie psułam mu zabawy, ale nie mogłam być pewna że zaraz nie pojawi się tu Robert. Alex był jednak zakopany w ciuchach po uszy. Dopiero gdy zobaczył cenę, wrócił do swojego poprzedniego stanu. Podeszłam do niego.-I pomyśleć, że za to że laska da sobie zrobić zdjęcie w takim ciuszku, dostaje go.-Mina Alexa mówiła wszystko. Spojrzałam na niego i nie mogłam już dalej milczeć.- To sieć sklepów Roberta, stąd wiem. Mało osób u nas w szkole wie o tym że to jego firma. Większość skupia się na tym że jest dziany.-położyłam mu rękę na ramieniu.-Zaufaj mi. Robert cię lubi, a to dużo znaczy. Nie zrobił by ci krzywdy. Wręcz przeciwnie. Sam fakt że ma pod sobą najlepsze, importowane stylistki prosto z Francji, a proponuję prace tobie, to już coś znaczy. Nie każe ci go lubić, ale po waszej rozmowie... Był przybity. Po za tym, to może być dla ciebie prawdziwa szansa. I zarobki są... No, nie małe. Posiedzisz z modelkami 6h... Nawet to nie tak, bo robisz makijaż modelce, urywasz się na kawę, albo na zakupy... A jak cię potrzebują, przydupas Roberta przybiegnie cię błagać żebyś poprawił modelce makijaż, bo się rozpłynął, albo się rozmazała. Po tych 6h dostajesz... No sporo, zależy co i jak zrobisz. Modelki to tak od 200 do 3000, a makijażystki... z 1000 na pewno. Więc to przemyśl. Ja ci mówię jak jest, bo raz mu pomogłam.-zaśmiałam się.-Potrzebował modelki z miskami większymi niż B. W każdym razie, na górze otworzyli nową lodziarnie, ja stawiam.-nachyliłam się nad nim.-Chłopak który tam sprzedaje zarywa do mnie, to może uda mi się załatwić zniżkę-szepnęłam, śmiejąc się. Złapałam go za rękę i zaprowadziłam do lodziarni. Zamówiłam lody, zajęliśmy stolik i przeprosiłam go na chwile, żeby skorzystać z toalety.

Are all made of gold

Ten Seth był jakiś dziwny. Zgodził się łatwo kupić mi leki, chociaż zdążył... Musiał zdążyć zauważyć że jestem uzależniona. Wniosek nasuwał się jeden... A mimo, że nienawidziłam się za to, byłam gotowa oddać się... Puścić się z obcym facetem... Dla leków... Próbowałam się oszukiwać, że nie jest obcy, rozmawialiśmy... Był miły... Przystojny... Czułam się paskudnie i bardzo żałowałam, że wyrzuciłam żyletkę....
Czekałam na Setha po lekcjach... Trudno było mi to wytrzymać... Gdyby przyszedł parę minut później, uciekłabym.... Ale przyszedł. Poddałam mu się, mimo strachu i łez... Miałam nadzieję, że zrobi to szybko i da mi stracić świadomość...
Dłuższą chwilę nie rozumiałam jego słów.... Chciał mnie? Nie chciał mnie? Kiedy powoli docierało do mnie, że chyba mnie nie zgwałci, zaczęliśmy rozmawiać... kupił mi leki i kazał obiecać, że się jeszcze spotkamy, a potem odwiózł mnie do drogerii.. Obiecałam.... Może nawet chciałam dotrzymać obietnicy.
Znalezione obrazy dla zapytania krwawe łzy****
Chodziłam do szkoły , żeby mieć jakąś rutynę... Żeby pamiętać, że jeszcze żyję. Leki działały i wszystko działo się z daleka, uczucia były przytłumione... Żyłam jak we śnie, a czas mijał. Szkicowałam. To było chyba jedyne, co umiałam jeszcze robić. Automatycznie tworzyłam kolejne obrazki, oczy z krwawymi łzami, linę zwisającą z sufitu... Nóż w piersi. Na lekcjach, przerwach, lunchu... Seth kupił mi jakieś nowe leki nasenne i teraz byłam w stanie spać... Właściwie cały czas poza szkołą i pracą spędzałam w łóżku, wypłakując się za tę noc spędzoną z jakimś bogatym zbokiem.
To było straszne... Czułam, że umieram, że nic już nie ma, świat się kończy... A ja chciałam żyć. Chciałam tańczyć i się bawić. Kochać... Strasznie jest umierać, kiedy się nikogo nie kochało. Smutno jest umierać w samotności.
Siedziałam na ławce, w klasie i rysowałam. Na początku myślałam, że to kolejny anioł, ale potem skrzydła zmieniły się w poły płaszcza , a twarz skryła się pod kapturem. Kostucha patrzyła na mnie pustym wzrokiem. Drżącą dłonią wypisałam nad nią "Umierasz".
Przez chwilę przeglądałam szkicownik, oglądając kolejne scenariusze samobójstwa.... coraz dokładniejsze. Już nie tylko stopy, albo dłonie, ale całe ciała... Twarze miały coraz wyraźniejsze rysy, dłonie miały piegi w odpowiednich miejscach...  Umarli coraz bardziej przypominali mnie.....
Skoczę. Dotarło do mnie w końcu. Tak będzie najprościej. Wszystkie upadające anioły... ludzie na krawędzi... Wszędzie byłam ja. Nie widać tego było na pierwszy rzut oka.... Nie planowałam tego... Nie widziałam tego wcześniej... ale nagle czułam że każdy z tych rysunków przedstawia mnie.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś za mną stoi... ON. Zacisnęłam zęby i odwróciłam wzrok. Zadrżałam, kiedy się odezwał... Wyciągnął do mnie rękę. Zignorowałam go ostentacyjnie, odwracając kartkę i rysując coś szybko, coraz gwałtowniejszymi ruchami. Jego wizytówkę również zignorowałam. Nie chciałam go słuchać, nie chciałam żeby tu był, drażniła mnie sama jego obecność, te wielkie, błękitne oczy, idealne ułożenie włosów, sexowny uśmiech...
Nawet ten głos był miły i głęboki.
Czułam narastającą wściekłość. Co ten cały Robert sobie wyobraża?!? Zaliczył mnie w klubie, wykorzystał, a teraz co! Żebrze o pomoc???  Prychnęłam gniewnie, kiedy wciąż nie odchodził, ośmielił się skomentować moje rysunki.... Pracować dla niego?!? Może jeszcze oficjalnie zostać jego dziwką?!?
Znalezione obrazy dla zapytania death sketchA potem... Kiedy zaczął mówić o tej nocy... Chciałam na niego krzyczeć, wyzywać go, powiedzieć, że nie mamy o czym gadać... Milczałam. Nie umiałam się odezwać, a on wciąż mówił. Czułam się coraz bardziej osaczona... Docierały do mnie jego słowa, ale ze sporym opóźnieniem. Po dłuższej chwili odezwałam się, łamiącym się, piskliwym głosem.
-Nie wierzę ci - poinformowałam. On wstał, chyba zawiedziony...  - Robert... - sama nie wiem czemu go zawołałam. Chciałam... Nie chciałam... Po chwili wyszeptałam cicho - Nie zbliżaj się do mnie, proszę. - on potaknął uprzejmie i odszedł... Był... Miły. Dopiero po chwili to do mnie dotarło. Nie byłam pewna, czy mu wierzę... Chyba... Chciałam uwierzyć. Może nie czułabym się wtedy aż tak źle... Ale z drugiej strony łatwiej było go nienawidzić, niż przyjąć czyjąś litość... Znowu. Zaakceptować jakieś nowe uczucia... To było chyba ponad moje siły.
Skrzywiłam się i chciałam wrócić do szkicu.... I wtedy zobaczyłam piękną twarz Roberta, obserwującą mnie z kartki.... To nie był idealny rysunek, ledwie zarys, wymagał sporo do dopracowania, ale z całą pewnością przedstawiał pięknego mężczyznę... o JEGO oczach, JEGO ustach... Wyglądał jak on. Nigdy nie rysowałam takich rzeczy. Patrzyłam na to przez chwilę zdumiona, po czym w przypływie złości wyrwałam kartkę, zmiąłam ją w kulkę i rzuciłam w kierunku kosza. Nie trafiłam i zebrało mi się na płacz. Pozbierałam swoje rzeczy i nie odzywając się do nikogo wyszłam, niemal wybiegłam ze szkoły. Nie wiem, jak znalazłam się w parku, ale w pewnym momencie siedziałam na ławce, pod drzewem, skulona i przerażona. Łkałam cicho, nie mogąc się ruszyć, przytłoczona własną słabością... bezsilnością... Miewałam już takie ataki. Kiedy byłam w stanie spędzić cały dzień w jednym miejscu, bez ruchu, mimo chłodu, głodu, albo strachu. Pewnie siedziałabym tam aż do późnej nocy, gdyby Rube do mnie nie przyszła. Kiedy usiadła obok mnie na ławce... Tak dawno nie rozmawiałyśmy... Chyba ona jedyna pamiętała mnie jeszcze z mojego dawnego życia. Sama ją odepchnęłam, a jednak przyszła... Potrzebowałam kogoś, więc pozwoliłam się tulić.

W poszukiwaniu wizażystki.... - Robert

Minęło kilka dni, zanim zmusiłem się żeby podejść do niego, na jednej z przerw i zagadać. Siedział właśnie na ławce i szkicował. Podszedłem do niego od tyłu i przez przypadek, zerknąłem mu przez ramie na rysunek... Bardzo ładnie rysował.
-Black? - powiedziałem nieco zbyt tubalnie, na co chłopak się ewidentnie przestraszył.-Przepraszam... - powiedziałem już normalnie i się zakłopotałem. Wyciągnąłem do niego dłoń. -Nazywam się Robert Parker - przedstawiłem się, jednak gdy chłopak nadal siedział bez ruchu, cofnąłem dłoń. - Słuchaj... Wiem, że nie zaczęliśmy najlepiej, ale... Nie chciałbyś pomalować kilku modelek do katalogu modowego? Rube mi powiedziała, że jesteś świetnym wizażystą, a ja jestem w wielkiej potrzebie. Oczywiście nie za darmo....  Co ty na to? - odpowiedziała mi cisza. - Nic nie szkodzi... - powiedziałem i dałem mu moją wizytówkę. - Jakbyś się zdecydował, zadzwoń, albo przyjdź i powiedz, że jesteś do mnie - powiedziałem  i miałem już sobie iść.... Prawdopodobnie powinienem, ale chciałem z nim jeszcze pogadać... - Swoją drogą... bardzo ładnie rysujesz. Gdy byłem w Paryżu, widziałem dużo ładnych rysunków, ale twoje są zdecydowanie jednymi z lepszych.-powiedziałem i uśmiechnąłem się ciepło do niego.-Przemyśl moją propozycję. Choćby pod kątem tego, że podniesiesz renomę drogerii, w której pracujesz. - mówiłem i chciałem odejść, ale... nie mogłem. Usiadłem obok, w bezpiecznej odległości. - Skoro i tak milczysz, to pozwól mi przynajmniej się wyjaśnić, błagam. Nie jestem żadnym zboczeńcem, ani nikim w tym stylu. Wiem jak to wygląda, ale to wcale nie tak. - odetchnąłem głęboko i spojrzałem na niego, milcząc chwilę. - Byłem z Rube w klubie. Ona poszła się bawić, a ja zostałem. Zobaczyłem jak dobierało się do ciebie trzech typów... Nie mogłem cię zostawić. Zwłaszcza, że byłeś naćpany i.... nie zaprzeczaj, wiem co widziałem. Nie wiedziałem gdzie mieszkasz, więc stwierdziłem, że najbezpieczniej będzie zabrać cię do mnie. Naprawdę chciałem cię położyć spać, ale nie chciałeś mnie puścić... a jak krzyczałeś i płakałeś ze strachu... nie mogłem odejść. - Zrobiłem chwilę pauzy, po czym wstałem. - No nic, przemyśl moją propozycje... I jeszcze raz przepraszam, że tak wyszło.
Wyszedłem z klasy spokojnie, by pójść szybko do Rube. Stała właśnie pod oknem, jęcząc jakiemuś chłopakowi o korki z matmy... Mi... Mo... Ma... Nie ważne, Morales. Przeprosiłem go i pociągnąłem ją na bok.
-Ruby, błagam, chodź dziś ze mną do klubu - poprosilem żałośnie. Dziewczyna była zdziwiona, ale nie pytała. Kiwnęła szybko głową, a po chwili zajrzała mi przez ramię. Zawołała Alexa i puściła się za nim pędem. Westchnąłem głęboko i wróciłem do klasy. Wchodząc, kopnąłem w jakąś papierową kulkę... Normalnie bym ją wyrzucił, ale nie było nikogo w klasie. Rozwinąłem kartkę i poczułem jak serce mi się ściska....

Paradoks dnia nastepnego-Rube

Są poranki, kiedy fakt że się budzisz rano, jest tak prawdopodobny, jak to że w twój dom rąbnie statek UFO. Te poranki witają cię rożnymi niespodziankami. Wtedy sama nie wiesz co się działo, po tym jak kolega tańczył na stole, albo dlaczego śpisz w wannie i kogo to wanna, mimo tego że przez całą noc nie piłaś alkoholu, a dragami się brzydzisz. W te dni, na dzień dobry, słońce wali ci w twarz, jak zazdrosny dres, gogusia który śmiał się dobierać do jego niuni. Ledwo otwierasz oczy i już nie ogarniasz gdzie jesteś. Jeżeli to jest salon, albo jakiś inny normalny pokój, to luz, gorzej jak sama identyfikacja pokoju zajmuje ci trochę więcej czasu. Tym razem to na szczęście było łóżko w sypialni koleżanki... Gorzej że koleżanka, śpiąca obok, i ślady na łóżku, jednoznacznie wskazywały na to, że nie służyło ono tylko do spania. Byłam pewna że nie piłam, więc mogłam być pewna że nie miałam nic wspólnego z jego stanem. Usiadłam na nim, z potwornym bólem głowy... No tak, ta lafirynda z clubu przecież zżucia mnie ze schodów i zaryłam głową o poręcz... Myślała że jak przyszła z dresem na imprezę, to jej wszystko wolno... Ale się troszkę zdziwiła, gdy wróciłam, żeby z nią to spokojnie wyjaśnić...  I w sumie, gdyby nie ten słodki pajączek z sąsiedztwa, było by z nią krucho. Ile razy on już mnie powstrzymał przed pobiciem kogoś... Ale nie moja wina że chamstwo się szarzy na ulicach Nowego Yorku.
-Rube?-wyrwał mnie z zamyślenia delikatny, dziewczęcy głosik, który rozbrzmiał obok. Spojrzałam na roznegliżowana dziewczynę, pożerająca mnie wzrokiem. Czułam jej gorącą rękę na moim udzie, pod kołdrą.-Kładź się. Możesz jeszcze pospać ze mną-wymruczała. Przetarłam oczy i jeszcze raz spojrzałam na nią.
-Wiesz co... Nie mam dziś ochoty na seks z dziewczyna, Dakira- powiedziałam, szczerze. Ona jednak nie dała za wygrana. Zawisła nade mną.
-Nie poczujesz różnicy, zapewniam-powiedziała, z lubieżnym uśmiechem, po czym wsunęła się pod kołdrę. Faktycznie... Było lepiej niż z nie jednym chłopakiem.
***
Myślałam że szlag mnie trafi, gdy Robert przyznał mi się co odwalił w clubie. Zacisnęłam zęby.
-I że niby mam ci uwierzyć że go nie zaliczyłeś?-zapytałam wściekła.
-Rube, przecież mnie znasz
-No i właśnie...
-I jeszcze masz wątpliwości?-przerwał mi z żalem w głosie. Fakt... Roberta nie interesują kłody. Nie przespał by się z nikim, bez jego choćby przytomnej zgody. Spojrzałam na niego jeszcze raz wściekle.
-Czego ode mnie oczekujesz?-syknęłam.
-Że się za mną wstawisz, jak by co. Ty mnie znasz, a on... On się bał-Robert zwiesił głowę... Zależało mu... Skinęłam głową.
-Dobra, ale ostrzegam, jeżeli coś mu zrobisz, wbrew jemu, to cie zasztyletuje-ostrzegłam.

czwartek, 22 lutego 2018

Świat w obiektywie-Robert

Mama od zawsze mi mówiła, że sztuka przedstawia rzeczywistość, którą sami kreujemy. Po latach doświadczenia, mogę stwierdzić, że miała rację. Nie ma piękna, którego obiektyw nie mógłby oszpecić, ani brzydoty, z której nie dałoby się zrobić arcydzieła. Gdy nareszcie to do mnie dotarło, zrozumiałem, że biorąc aparat do ręki, staję się Panem wszystkiego. Gdy dodałem do tego pieniądze, nie było już dla mnie rzeczy niemożliwych. Biedni ludzie dla pieniędzy zrobią wszystko, a bogacze się po prostu nudzą, tak jak ja. Z tą różnicą, że ja wolę być Panem i bawić się nędznymi marionetkami, niż być czyjąś zabawką. Byłem już kiedyś czyjąś własnością i nie chcę tego powtarzać. Fakt, zawdzięczam rodzicom że jestem kim jestem i gdzie jestem, ale przez lata czułem się jak szmaciana lalka, wyrywana sobie nawzajem, przez dwójkę bachorów na placu zabaw. To oni mi uświadomili, że nie jestem taki jak inne dzieci. Nigdy nie marzyłem o zostaniu strażakiem, albo policjantem. Zawsze miałem być biznesmanem i miałem być związany z modą. Mimo tego, że oboje byli kompletnymi ignorantami, jeśli chodzi o drugą kwestię, wspólnie stwierdzili że podarowanie mi firmy odzieżowej to dobry pomysł. I tak, mija już trzeci rok, od kiedy zostałem właścicielem, obecnie najlepszej firmy odzieżowej świata. Wtedy właśnie poznałem ludzką naturę. Za pracę i za samo pojawienie się, choćby na ostatniej stronie katalogu naszej firmy, nie jedna młoda dziewczyna, lub chłopak, potrafiła mi się oddać choćby na biurku mojego oszklonego gabinetu. Dla pieniędzy ludzie zrobią wszystko. A jednocześnie, jeżeli coś dostajemy, nie potrafimy tego uszanować. To co potrafię i status mojej firmy wywalczyłem sam, ale widzę co się stało z tymi młodymi dziewczynami, które zaczynały u mnie. Większość z nich dostała pracę, bez trudu, tylko przez łóżko. Gdy zostały zauważone, poszły na żywioł... Nie utrzymuję kontaktów z byłymi pracownikami, ale wiem że kilkoro z nich już nie żyje. Nie jedną widziałem pod latarniami Manhattanu. Dziewczyny się stoczyły, bo dostały sławę za darmo. Obecnie nie sypiam już z nimi. Nauczony doświadczeniem, stwierdziłem, że to zbyt łatwe. Nie tylko dla mnie, ale i dla nich. Daję wszystkim szanse, ale pracę dostają tylko te najbardziej wytrwałe i te które sobie zapracują na to. Przez te wydarzenia moje życie erotyczne zrobiło się bardzo nudne. Nie szukam już pustego seksu, tylko uczucia. Dopiero w tym momencie uświadamiam sobie, że mój ulubiony tytuł ,,Pana'' mi w tym mocno przeszkadza. Każdy chce się związać z kimś, kto może wszystko mieć, ale ja nie szukam takich osób. Szukam kogoś, kto pokocha mnie mimo wszystko. Sądzę, że znalazłem tę osobę. Jedyną, do której nie mam odwagi podejść. Odkąd trafiliśmy do jednej szkoły, nie zamieniłem z nim ani słowa. Chyba jako jedyny w szkole, nigdy nie przyszedł do mnie po pieniądze. Pożyczyć, wyłudzić, nie ważne. Była jeszcze ta ruda zołza, Rube, ale nie jestem w stanie nad nią zapanować. Nawet nie wiem, czy ją lubię. Niby przespałem się z nią, raz, po pijaku, niby tylko z nią gadam w szkole, ale oboje najchętniej rzucilibyśmy się sobie do gardeł. Siedziałem właśnie z nią w klubie. Rzadko chodzę w takie miejsca, ale wolę to, niż słuchanie znowu jaki ze mnie snob.
-To, Wielki Panie Właścicielu, przeleciałeś ostatnio jakąś modelkę?-zapytała perfidnie, jak to ona. Przestałem już zwracać uwagę na jej wredne docinki.
-Wyjątkowo nie. Ale jedna z moich wizażystek poszła na macierzyńskie. I cię zadziwię, to nie moje dziecko.
-WOW! Robisz postępy. Co będzie kolejne? Palenie ciuchów czy zdjęć? Albo wiem... Sam się dasz komuś tobą zabawić-zaśmiała się na pół klubu... I w tym momencie męska część gości skierowała na mnie swój nienawistny wzrok. Ale jedno trzeba jej przyznać, miała słodki śmiech.
-Taaa... Ale nie mam wizażystki, a na następny tydzień potrzebuję pełnej ekipy na sesje.
-To czemu po prostu nie pójdziesz do Alexa? - zapytała, upijając mojego drinka. Patrzyłem na nią zdziwiony. - No co? Tobie nikt, nic nie wrzuci do drinka.-nadal na nią patrzyłem oszołomiony.-Wiesz w ogóle o kim mówie? Alex... Alex Black... Chodzi z nami do klasy...
-Wiem kto to Alex-przerwałem jej. To właśnie on, Alex Black, moja cicha miłość.-Tylko nie wiem, dlaczego on.
-Kretyn... Przecież Alex ma najzwinniejsze łapki make-up'owe, jakie można sobie wymarzyć. A jeszcze do kompletu pracuje w drogerii, wiec jest na bieżąco z nowinkami i wie jak co działa.-tłumaczyła mi, jak największemu kretynowi świata. Naszą rozmowę przerwał jakiś facet, zapraszający Rube do tańca. Oczywiście poszła i zniknęła w tłumie na dobre. Dopijałem pomału swojego drinka, gdy zobaczyłem kilku typków, kompletnie schlanych, dobierających się do... Alexa. Wstałem i dyskretnie podszedłem. Byłem zdziwiony całą tą sytuacją. Po chwili dopiero do mnie dotarło że chłopak, mimo wszystko, się im wyrywa.
-Hej! On chyba nie chce się z wami bawić - powiedziałem. Wtedy mężczyźni zainteresowali się mną i zostawili go w spokoju. Pacyfikacja ich nie była zbyt trudna, także po chwili, nachylałem się nad Alexem. Był słodki... Wtedy zmieniła się muzyka, a on zaczął się śmiać. Po chwili wtulił się we mnie i pociągnął na parkiet... Wiedziałem, że jest naćpany, widziałem jego źrenice, więc nie mogłem nic więcej zrobić, niż zatańczyć z nim. Chłopak kleił się do mnie, a ja nie protestowałem. Zatańczyliśmy jeszcze wolnego i nachyliłem się nad jego uchem.-Chodź księżniczko, jedziemy do domu.-szepnąłem mu czule do ucha, okryłem swoją kurtką i zabrałem do auta. Gdy tylko odpaliłem samochód, Alex zaczął spanikowany płakać. Przytuliłem go delikatnie, głaskałem i starałem się uspokoić. Gdy w końcu mi się udało, zapiąłem jego pasy, na wszelki wypadek zablokowałem drzwi z jego strony i pojechałem. Chłopak znów zaczął się do mnie kleić. Gdy w końcu dojechaliśmy do mnie, pomogłem mu wyjść z auta i zaprowadziłem do sypialni. Naprawdę chciałem go położyć spać, ale panikował, na zmianę z klejeniem się do mnie. Pozwoliłem mu mnie całować, rozbierać i dobierać się do mnie, ale nie pozwoliłem mu zagalopować się ze swoją garderobą. Otuliłem go w kołdrę i tuliłem go do siebie przez pół nocy. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Obudziło mnie jak coś spadło. Od razu wstałem sprawdzić co to było. Gdy zobaczyłem Alexa, zapłakanego na podłodze, od razu do niego ruszyłem.-Alex? Hej, jak się czujesz? Wszystko w porządku? Nie zrobię ci krzywdy.... -zapewniłem i pochyliłem się nad nim, lecz on nadal się bał. Cofnąłem się.
-Nie podchodź - szepnął. Wyciągnąłem do niego rękę. - Nie dotykaj mnie!- krzyknął, nagle wstając i obejmując się ramionami. Zabrałem rękę- Chcę iść do domu. -zażądał- Gdzie są drzwi? Gdzie... jesteśmy?-nagle był znów przerażonym i słodkim Alexem. Cofnąłem się jeszcze trochę, unosząc ręce w geście kapitulacji.
-Spokojnie... Daj mi się tylko ubrać, a zawiozę cię do domu. Nie bój się. Jestem znajomym Rube.-dodałem i chłopak trochę zluzował. Ubrałem się szybko i powiedziałem żeby szedł za mną. Zaprowadziłem go do auta i zawiozłem do jego domu. Wyszedł szybko, nawet się ze mną nie żegnając.

And the cards are fold

Początkowo nie zauważyłam różnicy, po wypaleniu skręta... Świat nie zaczął wirować, ani nic, nie widziałam demonów ani jednorożców.... Potem dotarło do mnie że się nie boję... Mogę mówić... Śmiałam się bez powodu i chyba nuciłam jakąś piosenkę...
Nie pamiętałam samego powrotu do domu, ani ogólnie pełnego obrazu wydarzeń z tego dnia. Nie chodzi o to że nie pamiętałam co się działo, miałam przebłyski, jakichś myśli, pomysłów i uczuć... Ale kiedy się ocknęłam nic z tego nie wydawało się mieć większego znaczenia, poza tym że czułam się dobrze... Naprawdę dobrze. Jak w bardzo miłym śnie.
Zadzwonił budzik, przypominający mi ze muszę się zbierać do pracy, więc poszłam się umalować i przebrać... Nigdy jeszcze nie podobałam się tak sobie w lustrze.
***
Czas mijał niemal niezauważenie, a uśmiech nie schodził mi z ust. W pracy po raz pierwszy rozmawiałam z koleżanką że zmiany.
Świat nagle był całkiem znośnym miejscem do życia. Nawet się nie zorientowałam kiedy skończyła się moja zmiana i szłam do domu... Był ciepły wieczór. Szłam ulicą, zamierzając złapać metro i wrócić do domu... Nie wiem jak, ani kiedy znalazłam się centralnie na środku ulicy, idąc dokładnie po białej linii dzielącej dwa pasy ruchu. Było zabawnie, aż nagle coś owinęło się wokół moich ramion, jak macka ośmiornicy i pociągnęło w górę. Krzyknęłam, a tuż pod moimi nogami śmignęła rozpędzona osobówka. Roześmiałam się głośno i radośnie.
Leciałam! Leciałam nad ulicami miasta, aż wpadłam w ramiona wielkiego, włochatego pająka. Przytuliłam się do niego, a on postawił mnie na ziemi, każąc uważać na siebie i gadając jeszcze pare śmiesznych rzeczy. Śmiałam się jeszcze długo, długo, kiedy pająk już odleciał, a będąc coraz dalej przeobrażał się w anioła. Kiedy się uspokoiłam, zdałam sobie sprawę że jestem obok klubu... Byłam w środku... Pamiętam że tańczę, pamiętam pocałunki, dłonie na moich pośladkach i że przechodzę z rąk do rąk. Muzykę i alkohol i śmiech... A potem jak ktoś rozpina mi spodnie, dotyka i że coraz mniej mi się to podoba. Ciężko mi było się zmotywować do protestów, ale zaczęłam wołać i się wyrywać, nieskładnie... Zaczęłam płakać, nagle przytłoczona bezsilnością, nie bardzo wiedząc co się wokół mnie dzieje, a po chwili byłam sama i siedziałam pod ścianą. Ktoś pochylał się na mnie.... a potem muzyka się zmieniła, na jedną z moich ulubionych piosenek (Shape of you)  i zaczęłam się śmiać. Nagle czułam że muszę się ruszyć i śmiejąc się zerwałam się na nogi i wtuliłam się w silne męskie ciało tuż obok, złapałam go za rękę i pociągnęłam na parkiet, szalejąc i ledwie co widząc... tańczyliśmy.... tańczyliśmy.... tańczyliśmy, a świat wirował i zwijał się jak w kalejdoskopie, tryskając kolejnymi feeriami barw. A potem muzyka cichła i nasilał się przyjemny zapach wody kolońskiej i tuliłam się do silnych ramion... ktoś otulał mnie kurtką i znowu były usta, bardzo delikatne, przyjemne.... Ktoś posadził mnie obok siebie w samochodzie i nagły głos silnika przeraził mnie i zaczęłam płakać....
****
Obudziłam się w cudzym łóżku, w silnych męskich ramionach, półnago... To... nie był kac. To było jak przebudzenie się z koszmaru... tylko na odwrót. Obudziłam się, z powrotem w moim koszmarze. Miałam mdłości i po raz kolejny w nie tak długim czasie poszłam z obcym facetem do łóżka. Wpatrywałam się w tę twarz przez chwilę, ale nie miałam pojęcia co mogło dziać się wcześniej, jak tu dotarłam i czy chociaż pytałam go jak się nazywa. Na zegarku elektronicznym przy łóżku była czwarta trzydzieści rano. Mężczyzna spał, a ja nie miałam najmniejszej ochoty czekać aż się obudzi. zaczęłam chodzić po sypialni i zbierać rozrzucone chaotycznie ciuchy, po czym zamknęłam się w łazience, żeby się ogarnąć. Starałam się nie płakać, ale łzy i tak płynęły. Czułam się bardzo brudna, ale wątpiłam by prysznic w JEGO domu miał mi pomóc... Nie miałam siły żeby patrzeć na moje ciało... Wyszłam z łazienki i zaczęłam szukać wyjścia.... ale ten dom był ogromny. Czułam się coraz bardziej przytłoczona, zagubiona.... jak Alicja błąkająca się po niebezpiecznej Krainie Czarów i w końcu potknęłam się o coś, skuliłam się na podłodze i zaczęłam łkać. Świtało. Po krótkiej chwili w pomieszczeniu pojawił się mężczyzna, rozespany i wyraźnie rozkojarzony, chyba nie bardzo wiedział jeszcze co się dzieje. Kiedy zobaczył mnie, zapłakaną na podłodze otrzeźwiał i zbliżył się zatroskany.
-Alex? Hej, jak się czujesz? Wszystko w porządku? Nie zrobię ci krzywdy.... - podchodził powoli, ale i tak się skuliłam
-Nie podchodź - szepnęłam, a potem nagle wrócił mi głos. To czułe spojrzenie, piękne, zadbane dłonie wyciągnięte w moją stronę... myśl że siedzę przed nim skulona na ziemi i płaczę.... taka żałosna... Wściekłość wróciła, wspomagana paskudnym samopoczuciem i strachem. - Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam, nagle wstając i obejmując się ramionami, obrzucając go dumnym spojrzeniem. - Chcę iść do domu. - oznajmiłam kategorycznie - Gdzie są drzwi? Gdzie... jesteśmy? - po pierwszym wybuchu cała odwaga mnie opuściła i mogłam tylko patrzeć prosząco na pięknego blondyna. Wydało mi się prawie że skądś go znam.....

niedziela, 18 lutego 2018

Rube (Pamela Cage)

Imie: Pamela
Nazwisko: Cage
Ksywa: Rube
Wiek: 18 lat
Data urodzenia: 03.06
Orientacja: Bi, ale woli chłopców
Związek: Wolna. Szuka kogoś, kto będzie w stanie nad nią zapanować
Aparycja: Szczupła, wielkie cycki, długie nogi, niezbyt wysoka, Farbowane, krwiście czerwone, dlugie, proste włosy, z emo grzywką. Z racji swoich proporcji rzadko chodzi w luźnych rzeczach, bo wygląda śmiesznie. Lubi przylegające stroje, czasem nosi dekolty. Mimo tego, że zawsze chodzi w szpilkach jest niższa od większości rówieśników
Charakter: Przyjacielska, zabawna, lubi towarzystwo i imprezy. Odrobinę niezrównoważona psychicznie, ale pewna siebie
Umiejetnosci: Zwinna, gibka i co tylko, potrafi słuchać, a jeśli trzeba to milczeć, ma mnóstwo przyjaciół, a wrogowie sie jej boją, bo bywa nieobliczalna
Hobby: Gimnastyka artystyczna i gry na wszystkie możliwe konsole i PC
Inne informacje: Cheerleaderka, zawsze jest w centrum uwagi, jest w stanie rzucić się komuś do gardła za powiedzenie jej po imieniu lub nazwisku, pozbawiona instynktu samozachowawczego jeśli chodzi o wysokości i akrobacje.
Historia: Urodzona w Kanadzie, ma brata bliźniaka. Ma dzianych rodziców, którzy pozwolili jej wyjechać samej do NY. Mieszka sama w Willi na przedmieściach, gdzie co chwila organizuje imprezy. Za wszystko płacą jej rodzice.