Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth Livingstone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth Livingstone. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 lutego 2018

Are all made of gold

Ten Seth był jakiś dziwny. Zgodził się łatwo kupić mi leki, chociaż zdążył... Musiał zdążyć zauważyć że jestem uzależniona. Wniosek nasuwał się jeden... A mimo, że nienawidziłam się za to, byłam gotowa oddać się... Puścić się z obcym facetem... Dla leków... Próbowałam się oszukiwać, że nie jest obcy, rozmawialiśmy... Był miły... Przystojny... Czułam się paskudnie i bardzo żałowałam, że wyrzuciłam żyletkę....
Czekałam na Setha po lekcjach... Trudno było mi to wytrzymać... Gdyby przyszedł parę minut później, uciekłabym.... Ale przyszedł. Poddałam mu się, mimo strachu i łez... Miałam nadzieję, że zrobi to szybko i da mi stracić świadomość...
Dłuższą chwilę nie rozumiałam jego słów.... Chciał mnie? Nie chciał mnie? Kiedy powoli docierało do mnie, że chyba mnie nie zgwałci, zaczęliśmy rozmawiać... kupił mi leki i kazał obiecać, że się jeszcze spotkamy, a potem odwiózł mnie do drogerii.. Obiecałam.... Może nawet chciałam dotrzymać obietnicy.
Znalezione obrazy dla zapytania krwawe łzy****
Chodziłam do szkoły , żeby mieć jakąś rutynę... Żeby pamiętać, że jeszcze żyję. Leki działały i wszystko działo się z daleka, uczucia były przytłumione... Żyłam jak we śnie, a czas mijał. Szkicowałam. To było chyba jedyne, co umiałam jeszcze robić. Automatycznie tworzyłam kolejne obrazki, oczy z krwawymi łzami, linę zwisającą z sufitu... Nóż w piersi. Na lekcjach, przerwach, lunchu... Seth kupił mi jakieś nowe leki nasenne i teraz byłam w stanie spać... Właściwie cały czas poza szkołą i pracą spędzałam w łóżku, wypłakując się za tę noc spędzoną z jakimś bogatym zbokiem.
To było straszne... Czułam, że umieram, że nic już nie ma, świat się kończy... A ja chciałam żyć. Chciałam tańczyć i się bawić. Kochać... Strasznie jest umierać, kiedy się nikogo nie kochało. Smutno jest umierać w samotności.
Siedziałam na ławce, w klasie i rysowałam. Na początku myślałam, że to kolejny anioł, ale potem skrzydła zmieniły się w poły płaszcza , a twarz skryła się pod kapturem. Kostucha patrzyła na mnie pustym wzrokiem. Drżącą dłonią wypisałam nad nią "Umierasz".
Przez chwilę przeglądałam szkicownik, oglądając kolejne scenariusze samobójstwa.... coraz dokładniejsze. Już nie tylko stopy, albo dłonie, ale całe ciała... Twarze miały coraz wyraźniejsze rysy, dłonie miały piegi w odpowiednich miejscach...  Umarli coraz bardziej przypominali mnie.....
Skoczę. Dotarło do mnie w końcu. Tak będzie najprościej. Wszystkie upadające anioły... ludzie na krawędzi... Wszędzie byłam ja. Nie widać tego było na pierwszy rzut oka.... Nie planowałam tego... Nie widziałam tego wcześniej... ale nagle czułam że każdy z tych rysunków przedstawia mnie.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś za mną stoi... ON. Zacisnęłam zęby i odwróciłam wzrok. Zadrżałam, kiedy się odezwał... Wyciągnął do mnie rękę. Zignorowałam go ostentacyjnie, odwracając kartkę i rysując coś szybko, coraz gwałtowniejszymi ruchami. Jego wizytówkę również zignorowałam. Nie chciałam go słuchać, nie chciałam żeby tu był, drażniła mnie sama jego obecność, te wielkie, błękitne oczy, idealne ułożenie włosów, sexowny uśmiech...
Nawet ten głos był miły i głęboki.
Czułam narastającą wściekłość. Co ten cały Robert sobie wyobraża?!? Zaliczył mnie w klubie, wykorzystał, a teraz co! Żebrze o pomoc???  Prychnęłam gniewnie, kiedy wciąż nie odchodził, ośmielił się skomentować moje rysunki.... Pracować dla niego?!? Może jeszcze oficjalnie zostać jego dziwką?!?
Znalezione obrazy dla zapytania death sketchA potem... Kiedy zaczął mówić o tej nocy... Chciałam na niego krzyczeć, wyzywać go, powiedzieć, że nie mamy o czym gadać... Milczałam. Nie umiałam się odezwać, a on wciąż mówił. Czułam się coraz bardziej osaczona... Docierały do mnie jego słowa, ale ze sporym opóźnieniem. Po dłuższej chwili odezwałam się, łamiącym się, piskliwym głosem.
-Nie wierzę ci - poinformowałam. On wstał, chyba zawiedziony...  - Robert... - sama nie wiem czemu go zawołałam. Chciałam... Nie chciałam... Po chwili wyszeptałam cicho - Nie zbliżaj się do mnie, proszę. - on potaknął uprzejmie i odszedł... Był... Miły. Dopiero po chwili to do mnie dotarło. Nie byłam pewna, czy mu wierzę... Chyba... Chciałam uwierzyć. Może nie czułabym się wtedy aż tak źle... Ale z drugiej strony łatwiej było go nienawidzić, niż przyjąć czyjąś litość... Znowu. Zaakceptować jakieś nowe uczucia... To było chyba ponad moje siły.
Skrzywiłam się i chciałam wrócić do szkicu.... I wtedy zobaczyłam piękną twarz Roberta, obserwującą mnie z kartki.... To nie był idealny rysunek, ledwie zarys, wymagał sporo do dopracowania, ale z całą pewnością przedstawiał pięknego mężczyznę... o JEGO oczach, JEGO ustach... Wyglądał jak on. Nigdy nie rysowałam takich rzeczy. Patrzyłam na to przez chwilę zdumiona, po czym w przypływie złości wyrwałam kartkę, zmiąłam ją w kulkę i rzuciłam w kierunku kosza. Nie trafiłam i zebrało mi się na płacz. Pozbierałam swoje rzeczy i nie odzywając się do nikogo wyszłam, niemal wybiegłam ze szkoły. Nie wiem, jak znalazłam się w parku, ale w pewnym momencie siedziałam na ławce, pod drzewem, skulona i przerażona. Łkałam cicho, nie mogąc się ruszyć, przytłoczona własną słabością... bezsilnością... Miewałam już takie ataki. Kiedy byłam w stanie spędzić cały dzień w jednym miejscu, bez ruchu, mimo chłodu, głodu, albo strachu. Pewnie siedziałabym tam aż do późnej nocy, gdyby Rube do mnie nie przyszła. Kiedy usiadła obok mnie na ławce... Tak dawno nie rozmawiałyśmy... Chyba ona jedyna pamiętała mnie jeszcze z mojego dawnego życia. Sama ją odepchnęłam, a jednak przyszła... Potrzebowałam kogoś, więc pozwoliłam się tulić.

czwartek, 22 lutego 2018

Nigdy nie jest tak prosto jak się wydaje - Seth

Wyciągnąłem małą buteleczkę z mocnym lekiem przeciwbólowym. Alex zaczął wlepiać w nie wzrok, jak wygłodniały piesek, taki biedny zostawiony na pastwę losu. Schowałem je do kieszeni kurtki, na co lekko się odsunął. To już pewne, był lekomanem.
- Seth? - spytał niepewnie jakbym miał mu uciec. Najwidoczniej bardzo chciał mieć te leki, nawet za cenę swoistej rozmowy z kimś obcym.
- Przygotuj listę leków, zaopiekuje się Tobą. - powiedziałem bardzo łagodnie odwracając wzrok. Denerwował się, chciał te leki ale tak jakby się mnie bał, nie potrafił zrozumieć, dlaczego mu pomagam?
- Seth, ja naprawdę nie... - Przyłożyłem palec do swoich ust aby nic już nie mówił, wydawał się słodki, ale na pierwszy rzut oka kwalifikował się jako uke.
- Zaraz po lekcjach czekaj na mnie przed szkołą, zabiorę Cię samochodem na krótką przejażdżkę, potem zdecyduje jak bardzo potrzebujesz tych leków - opadł na krzesło i westchnął. Patrzył na mnie z przerażeniem, chcąc jakby uciec. Chciał już coś powiedzieć, ale znowu przyłożyłem palec do ust. - Przyjdź, inaczej jest mała szansa aby ktoś inny załatwił Ci te leki. Widzę, że ich potrzebujesz. - uśmiechnąłem się ciepło do niego, akurat gdy zadzwonił dzwonek.
***
Po szkole stał dokładnie tam gdzie mu przykazałem, kiwnąłem głową aby ruszył za mną. Niepewnie wsiadł do samochodu, a na dźwięk zamykanych drzwi popatrzył na mnie oczami pełnymi łez.
- Jeśli chcesz... To możesz... Ja.. - Mówił praktycznie przez łzy, na odgłos silnika aż podskoczył. - Zrób to teraz, proszę - ledwo dało się rozumieć co mówi. Zbliżyłem się do niego i otarłem łzy, podałem husteczke i lekko potargałem włosy.
- Nic ci nie robię Alex - powiedziałem spokojnym, miękkim głosem i ruszyłem w stronę obrzeży, aby mieć czas z nim chociaż trochę pogadać.
- Przecież to tak się skończy - wyszlochał smarkając w husteczke.
- Nie musi.  - odparłem cicho i skupiłem się chwilowo na drodze.
- Seth...  - zawiesił się, wpatrywał się we mnie z otwartymi oczyma, jakby słowa nie mogły mu przejść przez gardło. - Dziękuję? - spytał niepewnie.
- Jeszcze nie masz za co - zahichotałem, na co wydawało mi się, że pojawił się uśmiech na jego twarzy. Pewnie tylko złudzenie. Po dłuższej ciszy zatrzymałem się koło apteki i spojrzałem na niego z oczekiwaniem. - Masz tę listę?
- A tak. - wyjął z kieszeni karteczke i mi podał - znaczy, to nie jest taka profesjonalna lista tylko, no wiesz, ja... - Zaczął się coraz bardziej denerwować. Pokiwałem przecząco głową i szybkim krokiem udałem się do apteki. Ekspedientka była dość miła i bez problemu uzyskałem to, czego on potrzebował. Gdy Alex zobaczył siatkę pełną leków jego oczy zaświeciły się niczym pochodnie.  Podałem mu je, a on je złapał jakby, był dzieckiem i ktoś mu dał jakąś czekoladę, a teraz boi się że ktoś ją zabierze. Szybko się opamiętał, chyba i zaczerwienił a ja ruszyłem w stronę jego drogerii
- Skąd Ty? - poty wstąpiły mu na czoło i zaczął trząść rękami.
- Spokojnie, na karteczce był adres, stąd wiem. - lekko się rozluźnił, ale resztę podróży przewidział w ciszy. Zatrzymaliśmy się pod drogerią, Alex zjadł chyba po 3 tabletki ze wszystkich opakowań.
- Teraz gdzieś ze mną to musisz wyskoczyć, nie sądzisz? - Uśmiechnąłem się lekko, aby go nie spłoszyć. - Myślę że jeszcze kiedyś będziesz mnie potrzebował - wsunąłem mu karteczke z wizytówką do kieszeni i znów się uśmiechnąłem - Przychodź kiedy chcesz, ale tego spotkania ci nie odpuszczę.
- Dobrze.. Dziękuję.. - Spojrzałem na niego dość przyjaźnie i obserwowałem jak idzie do pracy. Gdy tylko zniknął za drzwiami dla personelu, odjechałem z piskiem opon, aby jeszcze zabrać siostrę z lekcji.
***
Wieczór nastał szybciej niż myślałem, Spenci piła jakiegoś drinka oglądając jakiś serial.
- Nadal nad tym siedzisz? - spytała nie odwracając wzroku od telewizora.
- Tak, uzupełniam wszystko z tego tygodnia.
- Zachciało się być męską prostytką. - przygryzłem wargę i spojrzałem na nią lekko wkurzony. - No co? Tylko żartuje.
- No nic, wybrałaś tylko zły temat.
- No ale tak naprawdę to co ty robisz?
- Jestem ala psychologiem, a co? - Zaśmiała się głośno.
- Nie żartuj, a ja uczę angielskiego.  - zaczęła hihotać.
- Do ciebie coś mówić, chcesz posłuchać, czy będziesz tak się śmiać z byle czego? - przewróciłem oczami.
- Dawaj!  Chętnie posłucham co tam znowu wymyśliłeś.
- Nic nie wymyśliłem. - Powiedziałem surowym tonem, uspokoiłem się na szybko i zacząłem tłumaczyć. - Mój brat Terner, miał testament, w którym zapisał mi w sumie wszystko, co miał w tym swoją pracę dyplomową z psychologii. Zawsze chciał zostać znanym psychologiem, nawet później psychiatrą. Jednak zawsze czytał te książki na głos gdy byłem obok i jakoś mnie zaciekawiły. No i tak się zaczęło, potem sam je czytałem aż mnie też, ostatecznie to wciągnęło. Terner zaćpał się na mojej imprezie, planował to czy nie,  zostawił mi pracę dyplomową, wraz z jej obroną i tym wszystkim. Poza tym po jego śmierci nagle zaczęły dzwonić telefony od jego kolegów ze starzu, że mnie polecał jako następcę, dobrego myśliciela. No i jakoś się wkręciłem i tak naprawdę dokonczyłem za niego studia, przynajmniej pojawiłem się na zakończeniu. Byliśmy podobni, więc nikt nie zwrócił na to uwagi, a imię było prawie nie ważne tam. Poza tym przyjąłem specjalnie Terner na drugie, aby też nie było to zbytnio podejrzane. Wtedy chcieli mi od razu pracę dać, ale odmówiłem, założyłem ala prywatny gabinet, mam dostęp do leków, strzykawek. Co lepsze, znają mnie chyba wszystkie aptekarki w tym mieście. No wracając, to tyle.
- Dużo.
- Mogłabyś się wysilić trochę bardziej. - przewróciłem oczami
- No dobrze, jak z tym chłopakiem? 
- Alexem?  Nawet, postanowiłem się nim zaopiekować, wydaje się miły. - prychnęła.
- Nie chcesz go zaciągnąć do łóżka?  Czy też wziąć na coś ekstra? - jej głos był wypełniony swego rodzaju jadem.
- Klienci sami o to proszą, nie ja od nich. Poza tym Alex jest inny, a jak skończą mu się leki no to zadzwoni, ale przyjdzie tutaj.
- Albo będzie czekać przy samochodzie - wypiła ostatni łyk drinka. - Dobra, koniec tych opowieści. Idź wcześniej spać, wychodzę. - Oznajmiła i już jej nie było. Cóż, szybko. Powoli przeglądając listę uczniów zauważyłem parę nowych osób. Moją szczególną uwagę przykuł jednak Bill...

And the saints we see...

Znalezione obrazy dla zapytania emo angelDom mężczyzny był ogromny i elegancki, stylowy.... Kiedy się trochę uspokoiłam umiałam to  zauważyć.... Przemknęło mi nawet przez myśl, że miło by było mieszkać w takim miejscu. Pasowało do... tej dawnej mnie.
Blondyn poszedł się ubrać... był... przystojny. Nienawidziłam się za tę myśl. Wydawał się też... dobry. Naprawdę byłam wdzięczna za to że odwiózł mnie do domu, mimo że nie byłam w stanie odezwać się do niego ani słowem. Dochodziła szósta rano, kiedy dotarłam do domu. Wyszeptałam ciche podziękowanie w stronę wciąż bezimiennego mężczyzny i pobiegłam na górę do mojego pokoiku. Równo dwie godziny spędziłam w łazience, zaczynając od wzięcia dwóch z trzech pozostałych tabletek.... ostatnia jeszcze się przyda później, byłam tego pewna.
****
Znalezione obrazy dla zapytania help meKolejny dzień w szkole, nawet nie byłam pewna jak tu dotarłam. Byłam zmęczona.... Ale chyba samotność zbytnio mnie dobijała, żebym mogła zostać w domu. Rano nie byłam w stanie zjeść śniadania. Myśl o jedzeniu w ostatnim czasie coraz bardziej napawała mnie odrazą. Czułam się ogólnie coraz gorzej. Chwilowo byłam zbyt przerażona ostatnimi wydarzeniami, żeby znowu się naćpać... ale tęsknota za tym szczęściem.... choćby za zwykłym spokojem, kiedy nie przytłacza mnie jedno obce spojrzenie... Myśl o narkotyku zdawała się jedynym co trzymało mnie na nogach. Cały dzień starałam się jak najmniej rzucać w oczy. Na przerwach chowałam się przy mojej szafce, nie bardzo wiedząc czego szukam w torbie, aż między czwartą a piątą lekcją moje palce trafiły na żyletkę. Zadzwonił dzwonek więc wróciłam się do klasy, ale wyczekałam tylko do połowy lekcji, zanim zapytałam czy mogę iść do łazienki. Powstrzymałam się przez cięciem po rękach. Za łatwo to zauważyć. Schowałam się w kabinie i zdjęłam spodnie. Cięłam szybko. Trzy płytkie kreski... nie byłam z tego dumna. Raczej przerażona. W myślach powtarzałam sobie że nie chcę... nie chcę umierać.... ale coraz mniej byłam tego pewna. Coraz mniej było na świecie rzeczy, które kochałam.... które chociaż umiałam czasem lubić. W większości moje życie składało się z łez i nienawiści. Obojętności... gniewu. Czasem zdawało mi się że jedynym co mi pozostało to zakończyć to raz na zawsze. Jak miałabym kiedyś być z kimś szczęśliwa, skoro dwoje ludzi, którym ufałam najbardziej na świecie, odepchnęło mnie z powodu tego kim jestem. Kochałam ich... i oni kiedyś też mnie kochali, czułam się bezpiecznie w ich domu... Teraz bałam się tam wracać. Odcięli się ode mnie, chociaż wciąż mieszkaliśmy pod jednym dachem, nie rozmawiałam z nimi od lat. Wargi mi zadrżały i bezmyślnie cięłam się jeszcze raz... głęboko. Tym razem ból przeraził mnie na dobre i szybko zaczęłam tamować krew... Opatrzyłam sobie udo, pozbierałam się i wyrzuciłam żyletkę do kosza. Przed powrotem do klasy musiałam jeszcze poprawić rozmazany makijaż. Wróciłam na sam koniec lekcji, właściwie tylko po to żeby się spakować, ale kiedy zadzwonił dzwonek i chciałam wyjść z klasy, nauczycielka mnie zatrzymała.
-Alexander, zostań. - poprosiła i automatycznie się zatrzymałam. Zaraz potem zaczęłam myśleć nad szybką drogą ucieczki, ale było już za późno. Drzwi sali zamknęły się za ostatnim uczniem. Zadrżałam i odwróciłam wzrok.
-Mam na imię Alex - poprawiłam dobitnie, mimo drżącego głosu. Nauczycielka uśmiechnęła się i potaknęła. Miałam pustkę w głowie. Nie byłam pewna jakiego ona w ogóle przedmiotu uczy, a co dopiero, jak się może nazywać.
Znalezione obrazy dla zapytania help me sketch suicide i'm fine-Oczywiście, przepraszam.... Posłuchaj... Alex. Widziałam twoje rysunki, wiesz? - zamarłam, przestraszona. Rzeczywiście... możliwe że nie schowałam szkicownika, wychodząc z klasy... ale.... nie mogłam sobie przypomnieć co właśnie rysowałam.... - Ten anioł był naprawdę piękny - powiedziała z uśmiechem. Odprężyłam się lekko. Anioł... spadający z nieba. To zawsze lepsze niż pocięte nadgarstki i uśmiechnięte trupy.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko, ale nauczycielka jeszcze nie skończyła
-Ja wiem, że macie teraz taką modę i w ogóle... Ale to było trochę niepokojące. Chciałam tylko żebyś wiedział.... Jeśli potrzebowałbyś z kimś porozmawiać, zawsze możesz przyjść do mnie - szybko zaprzeczyłam
-Wszystko jest w porządku. To tylko moda. Wszyscy teraz tak rysują. - uśmiechnęłam się uspokajająco.
 ****
Na lunchu siedziałam samotnie i było mi z tym dobrze. Nikogo nie obchodziło czy coś jem, czy płaczę, czy szkicuję jeden wielki napis "Help me!", ociekający krwią. Aż do czasu gdy ten facet się do mnie przysiadł. Pewny siebie i zawadiacki. Przyjazny.... troskliwy. Jedyne czego chciałem to uciec przed natrętnym spojrzeniem. Nienawidziłam takich ludzi. I co? Myśli że jak jest sexowny, to wystarczy że się do mnie uśmiechnie i pójdę z nim do łóżka?
Strach... mnie paraliżował, jak zwykle kiedy ktoś mnie próbował wypytywać. Przywitałam się z nim, przedstawiłam... Obserwował mnie... pożerał wzrokiem... Uznałam że lepiej będzie jeśli się skupię na jedzeniu. Smakowało jakbym próbowała przeżuwać papier ścierny.... Trochę żałowałam że chłopak wybrał sobie akurat ten dzień. Dawno nie czułam się tak źle. Puściłam się.... z kumplem Rube? Chodzi ze mną do klasy..... A jeśli rozpowie innym? A może ten tutaj do mnie zarywa, bo tamten mu powiedział? Cisza się przeciągała, przytłaczała mnie, a głos tego tutaj.... Setha... był coraz łagodniejszy. Mówił jakbym była jakimś upośledzonym dzieckiem..... albo jakby sugerował, że pokaże mi kotki w piwnicy. Zagryzłam wargi i powoli pokręciłam głową, wbijając w niego udręczony wzrok. Coś w głębi mojej duszy chciało krzyczeć o pomoc...
-To miłe z twojej strony, Seth. - powiedziałam sucho, próbując opanować drżenie głosu. - Pracuję po lekcjach. Nie mogę nigdzie iść. -  ucięłam szybko rozmowę... "Muszę iść wypłakać się w poduszkę, bo to jedyne co jeszcze umiem robić".  Przymknęłam oczy. Bałam się pić. Bałam się ćpać. Bałam się nawet iść i tańczyć. Nie chciałam za nic wylądować w czyimś łóżku. Znowu... bezbronna.... Odwróciłam wzrok od chłopaka i uznając rozmowę za zakończoną sięgnęłam po tabletki... ostatnia. Połknęłam i popiłam wodą... To jedyna moja pociecha... Zastanowiłam się - Seth... - odezwałam się cicho po chwili. - Przepraszam... Nie chciałem być niemiły. - uśmiechnęłam się słabo. - Źle się czuję... lekarstwa mi się skończyły i zgubiłem receptę... - zaczęłam się cicho tłumaczyć. - Jeszcze przez tydzień nie dam rady się umówić do mojego lekarza, a aptekarka chyba myśli że jestem ćpunem... To nie moja wina, że ręce mi się trzęsą! - westchnęłam bezradnie. - Naprawdę, nie mam teraz siły na rozmowy... Ale wydajesz się miłym gościem.  - spojrzałam na niego łagodniej, sugerując, że owszem, byłabym skłonna wyjść gdzieś, gdybym tylko miała leki.

środa, 21 lutego 2018

Jakby nie było, kogoś poznać trzeba - Seth

- Seth! - z błogiego snu wyrwał mnie dziewczęcy głos, piskliwy głosik próbujący mnie obudzić. Niechętnie otworzyłem oczy, aby przekonać się że to Dakira - Wstawaj! Wiem, że pobalowałeś wczoraj, ale jest poniedziałek i siódma rano! - mimo wszystko mówiła spokojnie, tylko szybko. Poprosiłem ją o kawę i jakąś kanapkę, a za chwilę zniknęła za drzwiami. Rozejrzałem się po pokoju, który wyglądał pobojowisko złożone z puszek po piwie, ciuchów i jakiś kartonów. Skąd tu do cholery wzięły się kartony?! Pomijając, wstałem i chwiejnym krokiem udałem się do szafy po jakieś ubrania. Zauważyłem pieniądze wraz z karteczką leżącą na biurku. "Miło było, jestem w pobliżu, odezwę się. Ps. Nie nazywaj mnie swoją klientką!"
"Ale nią jesteś." Pomyślałem sobie i udałem się na dół. Zapach kawy zdecydowanie mnie pobudził i bądź co bądź sprawił że na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Widzę impreza się udała
- Widzę, że nieźle spałaś, skoro mnie budzisz - przewróciła oczami.
- Wystarczy nie pić tylko normalnie iść o pierwszej spać.
-Spenci - zacisnęła dłonie na blacie -położyłem się o dziesiątej, nie moja wina ze ona przyszła. - Upiłem łyk kawy, która powoli sprawiała że moje ciało odżywało.
- Niech będzie dostałeś chociaż coś za to, czy Ci nie płaci? - Zaskoczyła i zaczęła czegoś szukać w torebce.
- Zapłaciła, ale było bez "czegoś ekstra" inaczej byś tak słodko nie spała. - Spojrzała się na mnie z dziwnym uśmieszkiem i udała się do samochodu. Zjadłem na szybko kanapkę i ruszyłem za nią.
***
Dni w szkole jak nie były fajne, tak nigdy nie będą, niezależnie od tego czy nauczyciel jest przystojny czy uczy faktycznie tak jak powinien, nigdy. Nadeszła ukochana pora lunchu, gdzie chociaż można pogadać o czymś ciekawym. Dakira już jadła, usiadłem koło niej ciężko wzdychając.
- Jeszcze Ci nie przeszło?  - Spytała nawet nie racząc mnie spojrzeniem
- Przeszło, ale... - Wtedy zauważyłem kogoś, kto bardzo nie chciał się wyróżniać.
- Ale..?  - Oderwała się od jedzenia i wraz ze mną obserwowała tego chłopaka.  - Nie jest zły. - Rzuciła krótko wracając do sałatki.
- Chcesz z nim porozmawiać?  - Spytałem, znając już odpowiedź. Na potwierdzenie spojrzała na mnie prowokacyjnie. Wstałem i wolnym krokiem udałem się do stolika przy którym siedział ów chłopak. Widział jak podchodzę do niego, miał dziwny wyraz twarzy, jakby się bał.
- Cześć, Seth jestem - wyciągnąłem do niego rękę, którą niepewnie uścisnął.
- Alex - powiedział prawie szeptem, usiadłem naprzeciwko intensywnie się w niego wpatrując. Nie uśmiechał się ani nic, jakby był zastraszony. Zająłem się swoim lunchem, zrobił to samo co jakiś coś na mnie zerkając.
- No więc, Alex - przerwałem na chwilę i spojrzałem na drwiąco uśmiechającą się Dakire. - Chcesz gdzieś iść po lekcjach? - odpowiedziała mi cisza, która zdawała się go dusić, lekko pochyliłem się w jego stronę. - Nic Ci nie zrobię, jestem niegroźny.  - Uśmiechnąłem się oczekując odpowiedzi.

niedziela, 18 lutego 2018

Seth Livingstone

Imię: Seth
Nazwisko: Livingstone
Ksywka: Rocky
Wiek: 19 lat
Data urodzenia: 03.03
Orientacja: Bi, ale gustuje w uległych chłopcach.
Związek: Nie ma stałego partnera... jeszcze
Aparycja: Krótko ostrzyżony, włosy tak mu się same układają. Umięśniony, ma tatuaże na piersi i rękach. Wyraz twarzy może świadczyć o tym, że ma na ciebie jakąś ochotę, ale on tak zawsze patrzy, prawie na każdego. Zawsze nosi naszyjnik który dostał od swojego brata.
Charakter: Stone zdecydowanie nie jest typem miłego gościa z typowego romansu, co to, to nie. Jednak też nie należy do schematu "bad boya". Jest wredny dla kogoś jego pokroju, dominujących, z bogatych domów i myślących że im wszystko wolno. Za to bardzo lubi opiekować się szarymi myszkami, uległymi osobami które czasami aż same się o to proszą. Nienawidzi jak ktoś znęca się nad słabszymi i lubi się bić, czasami nawet szuka zaczepki aby poczuć tę adrenalinę. Zazwyczaj odpowiada kąśliwe i rzuca wyzywające spojrzenie, aby przekonać się z kim ma do czynienia. Lubi trzymać się ze swoją przybraną siostrą - Spencer, chociaż uwielbia ją denerwować (jak wszystkich) i mówi na nią Spenci.
Umiejętności: Kreatywny, umie myśleć szablonowo jak i nie szablonowo. Jest bardzo wysportowany (umie bardzo dobrze pływać, biegać itd.), umie słuchać i wpływać (w ograniczony sposób) na zachowanie ludzi.
Zainteresowania i Hobby: Bójki, po kryjomu lubi rysować creepy rzeczy (przed wszystkimi je ukrywa), gra na gitarze.
Inne informacje: Lubi dużo przebywać nad jeziorem oraz na łonie natury, wyzywa się z siostrą na codzień, ale zawsze jej pomoże jak coś. Jego ulubione zespoły to Digital Daggers i The Rollings Stones. Lubi drażnić się z ludźmi. Zazwyczaj lubi chodzić bez koszulki.
Historia: Jego rodzice rozwiedli się w wieku 10 lat, a mama zmarła jak miał 12 lat. Ojciec związał się z kimś nowym, czego Seth nie był w stanie wybaczyć. Wtedy pojawiła się przyrodnia siostra Dakira. Ojciec zostawił ich i wyjechał ze swoją nową "laską" na Karaiby i już nigdy nie wrócił. Od tego czasu wychowywał go starszy brat - Terner, który zaćpał się w dniu jego 18 urodzin i to jeszcze na jego własnej imprezie. Od tego czasu przestał związywać się emocjonalnie z kimkolwiek i stał się poniekąd outsaiderem i lekkim wyrzutkiem, ale mimo wszystko lubi przebywać z ludźmi.