Przez całe wakacje to był jeden jedyny powód, dla którego wstawałam z łóżka. Jedyna rzecz, na której potrafiłam się w ostatnim czasie skupić, którą wciąż lubiłam... Jedyne rozmowy, które odbywałam dotyczyły kosmetyków, makijażu i farb do włosów.... Wszystko inne wywoływało u mnie mdłości.
-Alex! - zadrżałam, bezskutecznie próbując wyjąkać "Dzień dobry", ale potrafiłam tylko poruszyć ustami. Mój szef - Martin - był całkiem przystojnym mężczyzną około trzydziestki... Miłym i inteligentnym. Lubiłam go... Ufałam, na ile umiałam jeszcze komukolwiek ufać....
-Co to miało być? - zapytał. Nie był zły. Raczej rozdrażniony... Zaniepokojony... Zarumieniłam się i opuściłam wzrok, bezsilnie kręcąc głową. - Hej... Alex, spójrz na mnie chłopcze... Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Jeśli potrzebujesz wziąć trochę wolnego....
-Nie! - jęknęłam przestraszona, a potem w panice zaczęłam mówić szybkim, łamliwym głosem - Ja... Wszystko jest w porządku, przepraszam. To się więcej nie powtórzy - Martin patrzył na mnie dłuższą chwilę, jakby nie wiedział, czy powinien się o mnie martwić. Zmusiłam się do spokojnego uśmiechu. Westchnął.
-W porządku chłopie. Tylko weź się w garść... I daj znać, jakbyś jednak potrzebował wolnego. Nie zamierzam ci robić pod górkę.
Tym razem, ku własnemu zaskoczeniu, uśmiechnęłam się szczerze.
-Dziekuję - powiedziałam cicho. Radość.... była dla mnie już prawie zupełnie obca. Myśl, że ktoś naprawdę, bezinteresownie chciał się o mnie zatroszczyć, sprawiała przyjemność. To dużo dla mnie znaczyło... ale nie aż tak dużo.
Wychodząc z drogerii, połknęłam garść tabletek... Na pewno więcej niż powinnam. Nawet ich nie liczyłam. Od miesięcy ich nie liczyłam.
****
Rok szkolny się rozpoczął... Kiedyś. Nie byłam pewna, czy w ogóle będę jeszcze chodzić do tej szkoły... Ale potem, którejś bezsennej nocy, po raz kolejny obejrzałam serię filmów dokumentalnych o operacji zmiany płci... Sprawdzałam ceny... I możliwości zdobycia takich pieniędzy bez skończenia liceum... I następnego dnia byłam w szkole. Musiałam być. Nie miałam już innej nadziei.
Naprawdę się starałam, ale przez cały dzień nie odezwałam się słowem do nikogo. Nawet kiedy ktoś się ze mną witał, jedyne co mogłam zrobić, to skinąć głową ze sztucznym uśmiechem. Albo kiedy w czasie lunchu, kiedy dziewczyny prawie godzinę plotkowały o różnych rodzajach tipsów i chciałam, naprawdę chciałam się odezwać. Ta niemożność zapanowania nad własnym głosem.... już nawet nie była w stanie wywołać furii. Furia jeszcze rok temu pomagała mi funkcjonować. Przełamać te bariery oddzielające mnie od świata. Teraz zniknęła, przytłoczona antydepresantami i absolutnym brakiem determinacji do zrobienia czegokolwiek. Umiałam patrzeć na to co się działo wokół mnie i wyobrażać sobie, co bym mogła powiedzieć... Jak mogłoby być... miło... gdybym podeszła i się odezwała.Moja bezradność osiągnęła apogeum na przedostatniej lekcji.... Naprawdę starałam się uważać przez cały dzień na lekcjach. Co prawda, wykonałam dwa pełne szkice, delikatne, bose stopy unoszące się bezwładnie nad podłogą i rękę zwisającą z łóżka, ale słuchałam co się działo i mimo że od dawna nie byłam dobra z niczego znałam odpowiedź na to jedno pytanie. Wstałam kiedy profesor mnie wywołał.... a w klasie panowała taka przerażająca cisza.... To było proste pytanie... Wiedziałam co muszę powiedzieć, ale z każdą sekundą cisza była coraz głębsza.... wibrowała w uszach... Nie wiedzieć czemu ręce mi drżały. Udało mi się podnieść wzrok znad blatu biurka, tylko po to, by zobaczyć coraz więcej ciekawskich, rozbawionych.... szyderczych spojrzeń.Wyczekujących... zniecierpliwionych...
-No, Alexander... Zastanów się. Jestem pewien że znasz odpowiedź - zachęcił mnie profesor z uśmiechem, ale w tym momencie cała wiedza wyparowała już z mojej głowy. Została tylko panika. Jedyne co mogłabym zrobić, było wykrzyczenie na pół szkoły: "Nie nazywajcie mnie tak! Nie jestem Alexander"... Stchórzyłam, a potem ktoś cicho się zaśmiał, pewnie nawet nie ze mnie.... ale to wystarczyło, żeby łzy spłynęły mi po policzkach. Profesor zawahał się, jakby niepewny jak poważnie powinien to traktować, ale potem musiał zauważyć że cała klasa się na mnie gapi i machnął na to ręką, żeby nie robić scen. - W porządku. Siadaj. To może w takim razie.... - kontynuował lekcję.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek wybiegłam z klasy, udając że nie słyszę, że każe mi zostać. Ukryłam się w toalecie, najpierw wyciągając i odpalając fajki, żeby wyglądać normalnie, kiedy siadałam na parapecie, potem wygrzebując z torby tabletki.... i żyletkę. Chyba... przestraszył mnie ten widok. Zdziwił dotyk metalu na skórze... wystarczyło mocniej nacisnąć i na skórze pojawiła się czerwona kropla... Cofnęłam rękę. Ból otrzeźwiał, ale... Nie chciałam się ciąć. Przecież, nie jestem psychiczna, ani nic...
Wytarłam ostrze i schowałam na swoje miejsce w piórniku. Zamiast tego otworzyłam słoiczek z tabletkami... i zdałam sobie sprawę, że zostały zaledwie trzy pigułki. Zaklęłam rozdrażniona. Nie miałam siły dłużej siedzieć w szkole. Do domu też mi się nie spieszyło, a w drogerii nie oczekiwali mnie przez jeszcze parę godzin... Poszłam do apteki. Przed wejściem musiałam się zatrzymać i zapalić... upewnić się, że jestem w stanie mówić.... Przy okazji zaczekałam, aż w środku nie będzie żadnych innych klientów. Do apteki weszła już zupełnie inna osoba.
-Witaj skarbie, jak mogę ci pomóc? - zapytała. Chłopak oparł się o blat i uśmiachnął się.
-Cóż... miałem receptę dla siostry... wie pani, ona jest naprawdę straszna, jak nie dostanie leków, a teraz zdaje się, że jeszcze zerwał z nią chłopak. Miałem to załatwić w drodze ze szkoły... ale teraz patrzę i szukam i nie mam pojęcia co się z tą receptą stało... - rozłożył bezradnie ręce z zakłopotanym uśmiechem - Wypadła mi, albo coś... Dałoby się to jakoś załatwić? Rodzice mnie zabiją, jak nie przyniosę tych leków do domu - chłopak spojrzał przymilnie na ekspedientkę, a ona... kupiła to w pierwszej chwili i sięgnęła po podane leki. Zanim nie zauważyła jak bardzo trzęsą mu się ręcę, a potem spojrzała w nienaturalnie rozszerzone źrenice... Cofnęła rękę ze zmarszczonymi brwiami i przywołała miły uśmiech.
-Jasne, skarbie. Nie ma problemu. Powiedz mi tylko, jak się nazywasz, dobrze? Zadzwonię do twojego lekarza i potwierdzę wszystko, to zajmie tylko kilka minut... - zaproponowała... Chłopak odsunął się, zaciskając zęby.
-To nie dla mnie, tylko dla mojej siostry - poinformował dobitnie i wyszedł bez pożegnania. Czułam się... słabo. Nie miałam siły szukać innej apteki, ani iść do domu.... albo udawać w drogerii. Z trudem podniosłam telefon i wybrałam numer. Dopiero kiedy usłyszałam głos Martina dotarło do mnie, że naprawdę płaczę.
-Alex? Alex! Jesteś tam? Wszystko w porządku? - głos z słuchawki wydawał się coraz bardziej zaniepokojony, kiedy dłuższą chwilę się nie odzywałam.
-Tak... przepraszam. - wydukałam i otarłam łzy, żeby się skupić - Czy... mógłbym wziąć ten dzień wolny? Dzisiaj? - zapytałam słabo... Musiałam brzmieć naprawdę żałośnie, bo zgodził się natychmiast, nie pytając o nic, poza:
-Na pewno dobrze się czujesz? - szybko zapewniłam, że wszystko w porządku, będę następnego dnia w pracy, podziękowałam za wyrozumiałość i zakończyłam rozmowę... A potem usiadłam w jakiejś bramie, nie mogąc przestać płakać. Ciężko mi powiedzieć, co się dalej działo.... ani kiedy wróciłam do domu... chyba byłam w klubie... Ale na pewno nie spałam w nocy. O czwartej zaczęłam robić sobie makijaż, mierzyć szpilki, sukienki... upinać włosy... To były jedyne chwile, kiedy naprawdę czułam się sobą. Kiedy umiałam patrzeć na siebie w lustrze, nie widząc tylko tej jednej, wielkiej, paskudnej pomyłki. Nie miałam pojęcia, dlaczego tego dnia poszłam do szkoły, dopóki nie zauważyłam na korytarzu tego słodkiego Michaela... Pamiętam, że nigdy nie umiałam oderwać od niego wzroku.... był taki miły i normalny... teraz już tego nie czułam. Coraz mniej czułam czegokolwiek.
****
-Hej, Michael - podeszłam do niego na przerwie, kiedy był w miarę sam. - Możemy pogadać? - zapytałam, dyskretnie pokazując zwitek banknotów w mojej ręce i uśmiechnęłam się nieśmiało. Starałam się nie myśleć o tym, jak bardzo nienormalnie muszę wyglądać. Nie miałam żadnych doświadczeń z narkotykami, nawet przez książki, albo seriale. Może jakieś programy telewizyjne... To musiało być bardzo widoczne. Michael skrzywił się i kazał mi schować kasę
-Monitoring - ostrzegł, po czym pokazał mi na migi, żebym poszła za nim. Uśmiechy jego kumpli, wydawały mi się strasznie drwiące. Po chwili byłam razem z Michaelem w kiblu. - Pierwszy raz? - zapytał, z przyjaznym uśmiechem. Potaknęłam zdenerwowana. Był bardzo miły. Zapaliliśmy po papierosie, a kiedy się zorientował jak bardzo jestem zielona w temacie, przesiedział ze mną całą lekcję, tłumacząc cierpliwie, wyjaśniał czym się od siebie różnią narkotyki, jakich powinnam oczekiwać stawek.... no i nauczył mnie jak się robi skręty. Przykazał mi nie ćpać w szkole. Kiedy się pożegnaliśmy, po raz pierwszy od dawna, z uśmiechem na ustach wróciłam do domu.
