Następnego dnia po incydencie w parku poszedłem do szkoły, licząc, ze nie będę musiał oglądać ludzi, których nie lubię (zbyt często). Kiedy się spojrzałem na lewo mój wzrok dostrzegł pewną sytuację, która regularnie się powtarza.
- No co, Kate.. Chodź z nami, urwijmy się z lekcji.
- Choodź! Będzie fajnie! Nie pożałujesz, już my o to zadbamy...- powiedział jeden z kapitanów szkolej drużyny.
- I co będziecie robić? Biegać na boisku za piłką jak psy? Bo tylko to potraficie- wtrąciłem się.
- Co żeż powiedział?
- ARF ARF!- zaszczekałem.- Teraz rozumiecie? Wracajcie na swoje podwórko.
- Chodź tu laleczko, a nie będziesz już taki gadatliwy- wyszczekał Andrew, czy jak ten debil ma tam na imię. Kiedy już miałem dostać pięścią w twarz, przede mną stanął Tylor.
- Odpuść, Andrew. Nie chcesz mieć przez to kłopotów. Chodźmy stąd- powiedział i cała drużyna ruszyła w stronę boiska, jakie to było oczywiste.
- Jak wspaniale wytresowani! A, i jak nie możecie powstrzymać się od ruchania wszystkiego co popadnie, to podotykajcie się pod prysznicem, upośledzie jebane- jeden z nich pokazał mi środkowy palec, ale kto by się przejmował człowiekiem, który zdaje tylko dzięki swoim zdolnościom fizycznych po sterydach. Podszedłem do Kate, aby pomóc jej wstać. Najwidoczniej jakaś małpa nie umie chodzić prosto i musi taranować wszystko na swojej drodze.
- Wszystko okej? Zrobili Ci coś?
- N-nie. Dzięki tobie nie. Dziękuję...- powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
- Następnym razem idź do jakiegoś nauczyciela, okej? Pani Jefferson na pewno Ci pomoże.
- O-okej... dzięki, Dwight- podziękowała ponownie. Po incydencie poszedłem na lekcję angielskiego. Wszyscy usiedli na swoich miejscach, ja zająłem to samo miejsce co zwykle. W ostatnim rzędzie, przy drzwiach. Kiedy pani Jefferson miała już zamykać drzwi, do klasy wpadł chłopak, którego wcześniej nie widziałem. Wszystkie miejsca były zajęte, oprócz tego obok mnie.
- Wolne?- zapytał nieznajomy.
- No raczej nie szybkie- odparłem. "dla takiego przystojniachy zawsze wolne."- pomyślałem.- Wybacz. Siadaj, śmiało. Dwight jestem.
- A ja Ja...
- James! Widzę, że wybrałeś już sobie miejsce koło Dwighta. Dobrze, tylko nie gadajcie zbyt głośno- przerwała mu pani Jefferson.
- James? Ładne imię- nie wiedziałem co powiedzieć.
- Dzięki... Dwight też, takie niecodzienne.- odparł
- Haha, wiem właśnie...- po tym rozmowa się urwała. Pani Jefferson kazała nam otworzyć lektury i czytaliśmy fragmentami. W tym czasie ja obserwowałem kątem oka Jamesa. Na głowie miał okulary a na uchu papierosa. Że też pani Jefferson nie zwróciła na to uwagi. Kurtka wyglądała jakby miała na sobie logo jakiegoś zespolu. Kiedy odwróciłem się w jego stronę, żeby zobaczyć, co jest na niej napisane, James odwrócił się w moją stronę i nasze spojrzenia się spotkały. Trwało to przez kilka sekund i w tym czasie James uśmiechnął się ponętnie. Po tym zaczerwieniłem się jak nigdy i odwróciłem gwałtownie wzrok.
- Dwight, kontynuuj czytanie- powiedziała pani Jefferson
- Eeem. jaaa. um..- nie zwracałem w ogóle uwagi na lekcję.
nie wiedziałem co robimy, co czytamy i gdzie powinienem zacząć. Wtedy James sztruchnął mnie i pokazał palcem na fragment w książce. Zacząłem czytać. Kiedy skończyłem, zostały dwie minuty do końca lekcji. Nauczycielka ogłosiła, że będzie kartkówka z życia autora. Zadzwonił dzwonek. Jak James już wychodził rzuciłem:
- James, dzięki
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się i wyszedł. Nie wiedziałem co jest nie tak z Jamesem, że tak zacząłem się zachowywać. Inne lekcje przebiegły normalnie. Notowanie z tablicy, odpowiadanie przy tablicy, ścieranie tablicy. Typowe lekcje. Kiedy była pora lunchowa udałem się na stołówkę. Wziąłem jakąś babeczkę, zabrałem tej szmaciurze Gin. Coś tam skrzeczała, groziła mi swoim chłopakiem, ale miałem wyjebane. Odwróciłem się i patrzyłem do kogo mogę się przysiąść, mając cichą nadzieję, że spotkam Jamesa. Niestety, nigdzie go nie było. Ruszyłem zatem w stronę pustego stolika i zjadłem swoją babeczkę w spokoju słuchając BLACKPINK. Kiedy zjadłem, stwierdziłem, że nie mam ochoty siedzieć w tej szkole i opuściłem mury szkoły. Nie wiedziałem gdzie mam iść, po czym przypomniałem sobie lekcję angielskiego i ogłoszenie pani Jefferson o kartkówce. Udałem się do najbliższej biblioteki. Kiedy wszedłem ujrzałem wielkie regały książek. "O kurwa." pomyślałem. Rzadko chodziłem do biblioteki i już pamiętam dlaczego. Dłużej czasu zabierało mi szukanie odpowiedniej książki, niż czas spędzony nad nią. Ale stwierdziłem, że jakieś basic regały mnie nie pokonają i zabrałem się do szukania odpowiedniego utworu. Po 15 minutach poszukiwań znalazłem odpowiedni materiał do nauki. Ruszyłem do stolików, gdzie mógłbym w spokoju przeczytać lekturę. Kiedy wyszedłem zza regałów, zobaczyłem ślęczącego nad książką Jamesa. Nie była to ksiązka o autorze utworu z lekcji, tylko jakaś powieść. Bez słowa usiadłem naprzeciwko niego i zacząłem czytać. Kiedy byłem na 1/3 strony, on już jedną przerzucił. Spojrzałem się na niego, a on na mnie i znów się uśmiechnął, jak wtedy na lekcji. Zareagowałem dosłownie identycznie. Potem natychmiast wróciłem do czytania. Gdy przerzuciłem się na kolejną stronę, on znów przewrócił kartkę. Tym razem tylko zerknąłem. Ta cisza nie dawała mi spokoju. Nieważne jak bardzo bym się skupił na czytaniu, potrafiłem wyczuć jego częste zerknięcia w moją stronę. Robił to zawsze przy przewracaniu stron, a ja nie potrafiłem dokończyć kilku zdań. Kto tak szybko czyta! Czułem się wysmiewany i poniżany. To prawda, nie czytam szybko. Czułem jakby mi to wypominał, ale nie denerwowałem się. Jednak postanowilem przerwać czytanie i chciałem opuścić bibliotekę. Nie mogłem znieść jego wzroku na mnie i tej ciszy. Z tego co pamiętam to zawsze znalazła się osoba, którą trzeba było uciszać. Teraz, jak na złość nie było nikogo, kto by zagłuszał tę grobową ciszę. Nie odnisłem nawet książki na miejsce, tylko udałem się do wyjścia. Otwierając drzwi pożegnałem się z Jamesem
- Do jutra, James- nie miałem pewności, czy mnie usłyszał, czy odpowiedział, bo po pożegnaniu się zamknąłem drzwi biblioteki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrew. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 lutego 2018
niedziela, 18 lutego 2018
Andrew Cutter
Imię: Andrew
Nazwisko: Cutter
Wiek: 19 lat
Związek: Gin Jackson
Charakter: Typowy mięśniak, tępawy, ale zdaje, silny, popularny, towarzyski, lubi się śmiać.
Zainteresowania: Sport, piwko po szkole ze znajomymi, migdalenie się z Gin na przerwach.
Inne: Zastępca leadera szkolnej drużyny sportowej.
Nazwisko: Cutter
Wiek: 19 lat
Związek: Gin Jackson
Charakter: Typowy mięśniak, tępawy, ale zdaje, silny, popularny, towarzyski, lubi się śmiać.
Zainteresowania: Sport, piwko po szkole ze znajomymi, migdalenie się z Gin na przerwach.
Inne: Zastępca leadera szkolnej drużyny sportowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
